1 marca 2017

Dlaczego odmawiam picia alkoholu?

Nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek napiszę dłuższy post na ten temat. A właściwie to nie sądziłam,że będę się w ogóle wypowiadać w tej kwestii. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi doświadczeniami i przemyśleniami, które pojawiły się niedługo po tym, gdy na spotkaniach zaczęłam dziękować za alkohol lub - w przypadku wypadów do baru - wybierałam pozycje bezalkoholowe, np. herbatę czy sok. 



Od razu zaznaczam, że nie jestem jakąś zadeklarowaną abstynentką, która potępia osoby sięgające po napoje alkoholowe. Bardzo lubię smak szampana, więc wzniesienie toastu tym trunkiem to dla mnie żaden problem, jednak staram się ograniczać do symbolicznej, jednej lampki. Bo w przypadku szampana (jak i dobrego wina) chodzi mi jedynie o to, by poczuć smak. Nic więcej. 



Alkohol jest wszechobecny, na jego spożywanie jest społeczne przyzwolenie, a praktycznie każde wydarzenie to okazja do picia. Weekend też zazwyczaj wiąże się z wyjściem do knajpy czy klubu. Sama całkiem niedawno byłam osobą, z którą można było wyskoczyć w piątek czy sobotę na 2 piwa bądź drinki, lub zorganizować spotkanie w domu, podczas którego piło się piwo, whisky z colą czy wino. 



W połowie 2014 roku zaczęłam regularnie uprawiać sport, a już na początku 2015 roku mój organizm zaczął zmieniać swoją tolerancję na alkohol. Ta zmiana zaczęła bardzo postępować. Kiedyś (szczególnie w czasie studiów) mogłam wlać w siebie dużo różnych trunków i następnego dnia czuć się dobrze. Dziś mam problem wypić do końca lampkę wina. Picie jednego drinka za drugim podczas całonocnej imprezy w klubie nie stanowi dla mnie jakiejś większej rozrywki, ponieważ gdy moja tolerancja na alkohol zaczęła się zmniejszać, to ja zaczęłam takie imprezy odchorowywać. A  ja jednak wolę spędzać niedziele inaczej, niż śpiąc do 15 a później narzekać na ból głowy i żołądka. Dlatego stwierdziłam, że najlepszy sposób, by nie cierpieć po (nawet niewielkiej ilości) alkoholu, to po prostu go nie pić lub pić niezwykle rzadko i w naprawdę symbolicznej ilości. Ale obecnie raczej go odmawiam, bo po prostu nie mam na niego ochoty. Na dodatek alkohol nie smakuje mi tak, jak kiedyś, a ja spożywałam go głównie ze względu na walory smakowe. W pubie czy klubie zamawiam coś bezalkoholowego, a gdy jestem na jakiejś imprezie na sali, gdzie stół jest zastawiony, odwracam kieliszek do góry dnem. Podczas jednego z wyjazdowych szkoleń w 2016 roku również zrezygnowałam z integracji przy alkoholu, wybierając poznawanie się z osobami, które tak jak ja zdecydowały się spędzać wieczór w SPA. Bardziej cenię sobie swoje zdrowie i samopoczucie, niż to, że ktoś się może obrazić. Poza tym imprezy zakrapiane alkoholem w moim przypadku byłyby po prostu hipokryzją - jestem aktywna fizycznie, staram się zdrowo odżywiać, stosuję różne metody detoksykacji organizmu, więc dlaczego mam go zatruwać alkoholem? Zresztą wolę być cały czas obecna na imprezie i świadoma jej, a nie zaliczać przysłowiowe "zgony" już w jej połowie, jak niektórzy ludzie. 



Drugi powód wiąże się z obserwacjami. Znam kilka osób, które alkohol bardzo zmienił. Dziś po prostu przykro mi patrzeć na te osoby. Oczywiście każda z nich stwierdzi, że nie jest uzależniona. Jednak piją zdecydowanie za często i za bardzo kochają alkohol. Kiedyś, ze względów zdrowotnych, jednej z takich osób został odcięty dostęp do alkoholu. Ile to ja się wtedy nasłuchałam, że ta osoba chce się po prostu napić, a już któryś dzień nie może, bo rodzice schowali mu wszystko, co procentowe. Padło przy tym wiele wulgarnych słów. Tym sposobem ten człowiek zdał test na alkoholika. Jest on bardzo prosty - należy wyobrazić sobie sytuację, że nagle zostajemy odcięci od alkoholu. Po prostu wiemy, że przez długi czas, z jakichś przyczyn nie będziemy mogli go pić. Co wtedy czujemy? Reakcja jest najlepszą odpowiedzią na to, czy ktoś jest uzależniony. Rzeczywista sytuacja, a nie tylko wyobrażenie jej sobie, pokazała, że ten znajomy miał już poważny problem z alkoholem. Nasze relacje bardzo się popsuły i za winne temu uważam właśnie problemy emocjonalne tej osoby spowodowane w głównej mierze nadmiernym piciem alkoholu. Ale to nie jedyny przypadek. Widziałam transformacje wielu osób, bliskich mi wiekiem, którzy przez alkohol stawali się innymi ludźmi niż ci, których poznałam ileś lat temu. Oczywiście nie twierdzę, że każdy, kto czasem strzeli sobie drinka, stanie się alkoholikiem i zacznie niszczyć życie sobie i innym. Ale skoro u innych za ich stan obwiniam alkohol, to sama wolę go unikać.



Trzeci powód wiąże się z pierwszym - alkohol szkodzi zdrowiu. Nie bez powodu alkoholu nie podaje się dzieciom i zabrania się go pić kobietom w ciąży, a także odradza większości osób na diecie prowadzonej przez specjalistę. Destrukcyjne działanie alkoholu na nasz organizm jest większe, niż nam się wydaje. Polecam obejrzeć ten krótki filmik: 


Oczywiście kieliszek nalewki wypity raz na jakiś czas (jeśli mamy na niego smak) nie zrobi nam krzywdy. Jednak dziś pluję sobie w brodę, że kiedyś regularnie pijałam do obiadu wino. Podczas Sylwestra, gdy witałam rok 2017, wypiłam półtora kieliszka wódki (i to pijąc na kilka razy), kieliszek nalewki gospodarzy imprezy no i lampkę szampana. Wspomniana wódka niezwykle ciężko przechodziła mi przez gardło. 



Dziś, gdy odmawiam picia alkoholu, spotykam się z różnymi reakcjami i smuci mnie, że tak niewiele osób jest w stanie po prostu przyjąć moją niechęć i na siłę naciska, bym piła.

Wiecie dlaczego nigdy nie sądziłam, że napiszę tu coś o alkoholu? Bo zarówno sięganie po niego (ale z rozsądkiem!), jak i odmawianie, uważałam za coś oczywistego, z czego nie trzeba się nikomu tłumaczyć. "Piję lub nie" to dla mnie decyzja na poziomie "słodzę herbatę, lub nie". Gdy podczas imprezy siedzimy przy zastawiony stole, nikt nie drąży tematu dlaczego nie jem chipsów serowych. Ale to, że nie piję alkoholu, staje się sensacją wieczoru. Jak ktoś przychodzi do mnie i proponuję kawę, a ten ktoś odmawia, to nie męczę mojego gościa pytaniami dlaczego, czy na pewno, czy może jednak spróbuje i nie nalegam, by pił kawę, skoro raz mi mówi, że nie chce. Oczywiście, spotykam też osoby, które rozumieją mój wybór, jednak współtowarzyszy wyjść i imprez, którzy naciskają, jest wciąż za wiele. 


Jak odmawiać spożywania alkoholu?

Kiedyś usprawiedliwiałam się rzekomym zażywaniem antybiotyków lub wymyśloną na potrzeby wykręcenia się chorobą. Z czasem jednak stwierdziłam, że dlaczego mam kłamać? Przecież to mój wybór. Mam ochotę, to piję lub nie. Dlatego postawiłam na proste, krótkie "nie, dziękuję". Jeśli ktoś tego nie potrafi zrozumieć, to jest to jego problem, nie mój. Nie potrzebuję niczyjej zgody do tego, by wybrać herbatę zamiast drinka. A jeśli ktoś z moich znajomych nie potrafi tego zaakceptować, to nasuwa się prosty wniosek - znajomość ze mną nic dla takiej osoby nie znaczy, chodzi tylko o towarzystwo do kieliszka. Dlatego tym bardziej uważam, że najlepszą odmową jest podziękowanie i powiedzenie "nie".



Poprosiłam o inne niepijące blogerki o krótką wypowiedź na temat ich wyboru. Wiele wypowiedzi znajdziecie także na Youtube, wpisując po prostu "Dlaczego nie piję alkoholu".

Jestem osobą niepijącą alkoholu, ze względu na to, że uważam to za zbędne, świetnie zawsze potrafię się bawić bez alkoholu, a moi znajomi po jakimś czasie zrozumieli. Dodatkowo biorę leki które niekoniecznie dobrze współpracują z alkoholem, dlatego też nie chcę ryzykować. Początkowo wszyscy mnie namawiali, no ze mną się nie napijesz? - czyli standard. Po prostu trzeba być konsekwentnym - nie, ja nie piję. Powtarzać do skutku aż w końcu Cię zrozumieją - mówi Kasia z bloga Kahsdesign.

- Przez 7 lat należałam do denominacji chrześcijańskiej, w której nie było przyzwolenia na picie alkoholu w jakichkolwiek ilościach i z jakiejkolwiek okazji - i "dzięki" temu miałam okazję zobaczyć świat zewnętrzny - uwierzcie, on wygląda ZUPEŁNIE inaczej z perspektywy, która odrzuciła kulturę picia. Jesteśmy nią otoczeni ; na picie się przyzwala - może dlatego tak trudno w Polsce walczyć z pijanymi kierowcami. 
Jako osoba niepijąca zawsze słyszałam dwa pytania gdy odmawiałam:
- Jesteś w ciąży?!
- Nie.
- Aaaaa, jesteś dziś kierowcą?!
Nie miałam prawa mieć innego powodu :-D Bo dla Polaka, który wychowuje się i żyje w kulturze picia (btw, kto to nazwał kulturą??) inny powód niepicia nie istnieje. 
Tak też jesteśmy niestety kojarzeni przez obcokrajowców. Niestety - to zdanie Iwony prowadzącej Motyw kobiety..




82 komentarze:

  1. ja po prostu nie przepadam za alkoholem, od czasu do czasu trochę wina ew likiery, które jako jedyne mi smakują, ale ciężko mi wypić chociaż butelkę piwa ze znajomymi, nawet jesli jest smakowe, poza tym mam uprzedzenia do alkoholu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety obecne piwa, szczególnie koncernowe, z piwem zbyt wiele wspólnego nie mają. To tylko (szkodliwa) chemia dla smaku.

      Usuń
  2. Podpisuję się pod tym wpisem wszystkimi kończynami. Robię identycznie. Nawet jeżeli mam wymówkę (na przykład taką, że jestem jedynym kierowcą w rodzinie), nie używam jej tylko po prostu odmawiam wypicia. Jak się to komuś nie podoba, jego sprawa. Osobna kwestia to moja reakcja na alkohol. Po połowie butelki piwa zaczynam mieć helikoptery, po całej butelce najpewniej skończę w okolicach Ucha Modlitewnego, wzywając wielkiego Ralfa (ostatni raz zdarzyło mi się to jakieś pięć lat temu: https://xpil.eu/ralf/).

    Pozdrawiam zza blogowej miedzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram unikania wymówek nawet gdy je naprawdę mamy. Najlepiej by ludzie od razu zrozumieli, że nie piję bo nie chcę, a nie że nie mogę.

      Usuń
  3. Też staram się ograniczać, ale głównie ze względu na jego kaloryczność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku kalorie wskazane ;) Ale wolę szukać ich gdzie indziej. ;)

      Usuń
  4. mam podobna sytuację. Jakieś 5 - 6 lat temu przestałam pic alkohol z podobnych względów. Zaczęłam się po nim źle czuć, poza tym zaczęłam zdrowo się odżywiać i uprawiać sport. Mało tego. Zapisałam się też do Akademii dietetyki, a tam nam często podkreślano, że 100% doradca żywieniowy nie powinien pić i też zachęcać innych do nie picia lub sporego ograniczenia alkoholu swoich podopiecznych. Też miałam nieprzyjemne sytuacje ze znajomymi, ale ja się tym nie przejmuję. Tak jak piszesz, skoro ktoś nie toleruje mojego wyboru w takiej sprawie, to czy na prawdę jest to osoba, z którą warto utrzymywać kontakt? Takie zachowanie nie zbyt dobrze świadczy o tolerancji i zrozumieniu drugiej osoby. A tak na marginesie, to w Polsce na prawdę przesadza się z alkoholem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że polska kultura picia alkoholu bardzo różni się od tej panującej w Europie Zachodniej. Daj butelkę wina Włochom, a daj Polakom, a zobaczysz zupełnie inny poziom.

      Usuń
  5. słuszne podejście. szkoda, że w naszej kulturze alkohol jest wszechobecny i aż tak zachęca się do korzystania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie faktycznie to podejście jest słuszne. Przede wszystkim dlatego, że czuję się lepiej oraz mogę cieszyć się następnym dniem, a nie leczyć kaca. Oczywiście każdy wybiera to, co woli. Kiedyś piłam alkohol, bo niektóre trunki mi smakowały. Z czasem przestały, więc nie widzę sensu ich picia ;)

      Usuń
  6. Ja nie piję alkoholu z różnych przyczyn, o których nie będę tu wspominać. Kiedy nie miałam jeszcze dzieci, to zdarzało mi się wypić piwo, zresztą uważam, że nic w tym złego nie ma i bynajmniej nie zamierzam nikogo nawracać. Sama zdecydowałam się nie pić, ponieważ obiecałam sobie, że gdy będę miała dzieci, to nie zobaczą one w naszym domu ani kropli alkoholu i tego się trzymam. Co mnie wkurza, to fakt, że gdy idziemy w gości, to ludzie wiecznie się dziwią, czemu nie pijemy i podsuwają nam pod nos lampki z winem, bo jeden kieliszek dla zdrowia należy wypić. Mieszkam we Włoszech i wino do jedzenia tutaj jest czymś normalnym, niemniej nie podoba mi się, że patrzą na mnie jak na idiotkę, gdyż odmawiam wina. Pomijając względy ideologiczne, ja po prostu nie lubię wina, nie smakuje mi, a ludzie nie mogą tego pojąć. No jak wino może nie smakować. No może, co na to poradzę :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnica między piciem wina przez Włochów a Polaków polega na tym, że Włosi potrafią napić dla zdrowia. Polacy - niekoniecznie. Będąc we Włoszech byłam świadkiem sytuacji, gdy trunek rozlano do kieliszków, a resztę schowano. W Polsce jak się otworzy butelkę, to zazwyczaj pije się do końca. Ale oczywiście wiem, że teraz generalizuję.

      Usuń
  7. Ja też kiedyś mogłam wyskoczyć do baru ze znajomymi i wypić kilka piw, czasem przy stole butelkę wódki... Teraz zdecydowanie wolę sączyć jakiegoś drinka, góra dwa - jak napisałaś - dla smaku. Ale nie wszyscy to rozumieją i pewnie jeszcze długo tak będzie. Pozdrawiam

    http://matkowac-nie-zwariowac.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie takie osoby jak my mają ciężko. :D Bo znajomi doskonale wiedzą, że dało się z nami kiedyś wypić i zamiast przyjąć naszą decyzję dot. zmiany podejścia do alkoholu, starają się przekonywać nas, żeby jednak się napić. "A pij! Kiedyś ze mną piłaś!" itp. ;)

      Usuń
  8. Moja partnerka ma rodzinę, w której lodówka bez piwa nie istnieje. Tydzień temu trafiłam do szpitala i dostałam na miesiąc sterydy, do tego mamy Wielki Post - picie więc odpada do świąt i my to rozumiemy. Ale kuzynka partnerki nie umie tego zrozumieć. Ona ma urodziny w marcu i ona musi koniecznie się napić. Kawa to przecież nie alkohol. Takie podejście może naprawdę niszczyć ludzi i rodziny i fajnie, że aż tak wiele o tym napisałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Miło mi, że tyle osób docenia ten wpis. Początkowo byłam przygotowana na to, że może pojawić się tu nawet hejt ;)

      Usuń
  9. Po prostu nie przepadam za smakiem alkoholu, czasami sięgnę po kieliszek dobrego białego lub czerwonego wina, niekiedy tradycyjnie przyrządzane piwo, to wszystko. Zdążyłam już do tego przyzwyczaić znajomych, w tej chwili przyjmują to już jako coś naturalnego. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, że Twoi znajomi to rozumieją. :) W moim przypadku wyjście na miasto, niezależnie od czego czy ze starymi znajomymi, czy tam gdzie poznam nowe osoby, wiąże się z koniecznością tłumaczenia. Tzn. oni oczekują tłumaczeń, ja z różnym skutkiem tłumaczę, ale to, że.... tłumaczyć ze swoich decyzji się nie muszę ;)

      Usuń
  10. Przybij pionę - ja Sylwestra przywitałam jednym kieliszkiem szampana :)
    Nie mam z tym problemu, mówię NIE i zamykam dyskusję. Słysząc "ze mną się nie napijesz" mam ciarki ;) Straszne to jest jak spowszedniał nam alkohol... Alkohol wręczany przez znajomych, niejednokrotnie naprawdę drogi kurzy się u nas na szafie...

    Wielokrotnie słyszałam teksty "ja dziś tylko dwa piwka, bo samochodem" - nóż mi się w kieszeni otwiera na te słowa, raz zrobiłam awanturę znajomemu - do dziś się nie odzywamy do siebie ;) Ale w furii powiedziałam mu jak potwornym jest egoistą postępując w ten sposób i że nie obchodzi mnie jego życie, ale potwornie się boję o to co by było, jakby jadąc po tych 2 piwkach spotkał na ulicy kogoś mi bliskiego. Usłyszałam, że zanim wsiądzie za kierownicę, to alkohol już wyparuje... (sic!!) W kwestii % i prowadzenia samochodu nie ma ze mną dyskusji.

    Drugą kwestią jaką obserwuję, to traktowanie piwka właśnie - dla wielu osób, w tym dla moich pacjentów, to nie alkohol. Mówiąc na konsultacji "proszę odstawić alkohol" w 9 na 10 przypadków słyszę "a piwo też?". Niby temat tak potwornie oklepany i wałkowany z wielu stron, a jednak wiele jeszcze jest do zrobienia!!!

    BRAWA za ten wpis! :)
    pozdrawiam Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. ;) Akurat z piwem jest ten problem, że jeśli już się napić, to tylko regionalne, rzemieślnicze. Bo koncernowe to tylko smakowa chemia zmieszana z wodą, która często z prawdziwym chmielem wiele wspólnego nie ma. Pamiętam, że kiedyś po połowie piwa musiałam iść do toalety, bo w końcu piwo działa moczopędnie. Z czasem przestało mnie (i nie tylko mnie) "cisnąć", więc coś z tym napojem jest nie tak chociażby pod tym względem.

      Usuń
  11. Ja alkohol piję bardzo sporadycznie, raz na kilka miesięcy albo i rzadziej - mam bardzo słabą głowę i prawie zawsze następnego dnia cierpię, dlatego piję tylko wtedy, gdy autentycznie mam ochotę.

    Ale znajomych to Ci współczuję - nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś krytykuje czy obśmiewa mój wybór...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście nie wszyscy znajomi tak się zachowują, osoby dla których alkohol nie jest najważniejszym elementem spotkania są bardziej wyrozumiałe. ;) Jednak mimo wszystko przykro, że doświadcza się czegoś takiego, bo chyba krytykowanie takiego wyboru to metoda leczenia własnych kompleksów poprzez wyżywanie się na innych. W każdym razie, chętniej spędzam czas na herbatce w knajpce niż na całonocnej imprezie w klubie, gdzie dominuje towarzystwo bardziej pijące ;)

      Usuń
  12. Niestety wciąż za dużo alkoholu w naszym społeczeństwie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, co by się nie wydarzyło, to zawsze jest to okazja do picia.

      Usuń
  13. W ciąży nigdy w życiu nie napiłabym się łyczka alkoholu. Tak samo, jako kierowca. Ale na imprezach mówiąc szczerze raczej nie odmawiam. Oczywiście nie piję tak, żeby się upić. Mam słabość do szampana ;) Ale myślę (znaczy mam nadzieję), że takie picie to nie problem, bo zdarza się kilka razy w roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szampana też bardzo lubię, ale ograniczam się do lampki, bo przy kolejnej już bardziej czuję to zgazowanie/ferment (nie wiem jak to nazwać :D)

      Usuń
  14. "Piję lub nie" to dla mnie decyzja na poziomie "słodzę herbatę, lub nie". Zgadzam się.

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja w ogóle nie piję :)
    Mam za dużo do stracenia.

    No, a poza tym - abstynencja pomaga w pisaniu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to super ;) Częściej słyszy się, że to właśnie używki dają wenę ;)

      Usuń
  16. Podobnie jak u Ciebie, mój organizm także przestał tolerować alkohol, nawet najlepsze, do niedawna najpyszniejsze trunki straciły cały swój czar, a to wszystko odkąd zaczęłam ćwiczyć. Zwyczajnie przestało mi smakować, a także nie mam już frajdy w osłabionej kontroli umysłu... Ja również szukałam długo przeróżnych wymówek, czasem działały, czasem mniej, ale obecna, nie dość, że prawdziwa, to jeszcze jaka skuteczna - prowadzę auto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymówka dobra, chociaż znam ludzi którzy potrafią przekonywać żeby jednak się napić, wziąć później taxi a po auto wrócić jutro i jak się ich wyśmiewa to naprawdę nie rozumieją w czym problem i co takiego złego powiedzieli. :D

      Usuń
  17. Ja nie przepadam za alkoholem. Dla mnie mógłby w ogóle nie istnieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby alkohol nagle zniknął, to ja bym się tym specjalnie nie przejęła ;)

      Usuń
  18. Ja piję alkohol, bo lubię napić się ze znajomymi, aczkolwiek bardzo nie lubię pić dużo. I bardzo denerwuje mnie, kiedy ktoś namawia na kolejne piwo, kolejnego drinka i tak dalej. Stałam się już znacznie bardziej asertywna niż kiedyś i jak nie chcę więcej, to nie boję się odmówić. Grunt to trzymać się własnych zasad, nieważne, jakie one by nie były i akceptować decyzje innych. W końcu mamy takie czasy, że świadomość społeczeństwa powinna być spora, a okazuje się, że mamy "kulturę picia" i każdy powinien pić tyle samo i w tym samym tempie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam głowę która pozwala mi przepić niejednego faceta... ale zwykle kończy się na dwóch lampkach wina i nigdy nikt nie miał z tym żadnego problemu ;) zgonu nie zaliczyłam nigdy, choć bywało grubo w czasie studenckich imprez, ale na magisterce totalnie wyhamowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś potrafiłam mieszać i to duże ilości. Następnego dnia było tylko zmęczenie i może ból brzucha. Z czasem mój organizm stał się mniej tolerancyjny na mieszanie, a potem zaczął coraz częściej mówić "Nie". Studiując polonistykę potrafiłam wypić więcej niż znajomi z agh, którzy w trakcie zaliczali zgona, a ja piłam dalej :D Jednak dziś niezbyt lubię się tym chwalić. :D

      Usuń
  20. Ja po prostu mówię, że nie piję i nie wdaję się w zbędne dyskusje. Jeśli ktoś nie rozumiem, że można dokonywać wyboru innego niż reszta to nie ma o czym według mnie rozmawiać ;) Tak samo jest ze fast foodami i innymi niezdrowych posiłkami.

    OdpowiedzUsuń
  21. Podziwiam i szanuję :) Ja też ostatnio wolę wyskoczyć ze znajomymi na wycieczkę pod miasto niż siedzieć na imprezie i pić, a później tracić następny dzień na dochodzenie do siebie. Ale jednak jak już się spotkamy wieczorem to jakoś nie wyobrażam sobie nic nie wypić ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak kiedyś miałam, że wyjście/ spotkanie było dla mnie równoznaczne z piciem alkoholu. W pewnym momencie po prostu przestał mi tak smakować, organizm też zbytnio go nie toleruje. No to odmawiam ;)

      Usuń
  22. Ja lubię napić się kieliszek wina w domu, ale na imprezach średnio. Zawsze kończy się tak, że po jednym kieliszku jestem zakwalifikowana jako ta pijąca i wtedy jest bardzo trudno odmówić. A ja też nie zamierzam tracić życia na odchorowywanie. Bez alkoholu bawię się tak samo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  23. Gdy kobieta nie piję alkoholu to pewnie od razu pada pytanie właśnie o ciąże. Ewentualnie bo jest kierowcą. W naszej kulturze chyba łatwiej uwierzyć, że ktoś nie lubi kawy niż alkoholu. Ja sama poza piwem jabłkowym nie lubię alkoholu. Po prostu mi nie smakują. A i tym niskoprocentowym piwem potrafię się upić po ...1 butelce. Więc chyba picie nie dla mnie. Zresztą nie pije od ponad 2 lat - najpierw ciąża potem karmienie piersią. Teraz córka coraz rzadziej pije moje mleko, więc i pojawiają sie pytania, czy chcę skosztować wina i też pytanie ponawiane jest po 5 razy zanim ktoś da spokój. I masz rację - jak do tej samej osoby idę w gości i mówię, że nie chcę kawy to jakoś tego drążenia nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację- ludzie prędzej pogodzą się z odmowąkawy niż alkoholu. Ostatnio właściciel knajpki w której bywam spytał mnie czy jestem czy w ciąży że nie piję alko :D

      Usuń
  24. A ja się zastanawiałam dlaczego na studiach mogłam pić do 3 i bez problemu iść na uczelnie na 8 a dzisiaj jak pójdę na imprezę to musze mieć na drugi dzień wolne. Jeden drink powoduje juz szum w glowie a kiedyś nie czulam nic po jego wyzerowaniu. Podoba mi się określenie "obnizona tolerancja", właśnie te slowa tłumaczą moje zdumienie. Ja podobnie jak Ty odkąd trochę wydoroslalam prawie nigdy nie pije alkoholu. I również odczuwam bardzo negatywny wplyw na osiągi w sportach po jakimkolwiek spożyciu. Jednoczesnie paradoksalnie uważam ze 1 lampka (normalnych rozmiarów ) wina raz na miesiac nikomu nie zaszkodzi ;) zdrowie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na studiach to w ogóle organizmy inaczej funkcjonowały :D

      Usuń
  25. Ja rzadko piję alkohol i raczej mało, ale też bardzo na siłę go nie odmawiam :). U mnie zasadniczym problemem jest, że nie lubię smaku piwa i wódki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś lubiłam ten smak, a dziś piwo jest dla mnie pyszne do....trzeciego łyczka. Dlatego uważam że szkoda piwa na mnie. :D Zresztą ograniczam gluten, więc piwa nie wybieram ;)

      Usuń
  26. Ja się ze wszystkim zgadzam. Tylko mi odmowa wcale nie sprawia jakichś problemów. Nie chcę to nie i mam gdzieś, głęboko gdzieś, co ktoś sobie o tym myśli. Piję, jeżeli mam na to odpowiedni dzień, jeżeli jestem w dobrym towarzystwie i jeżeli dobrze się czuję. W innych wypadkach mówię "nie" i wcale nikomu się nie tłumaczę. To najlepsze podejście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli otoczenie to szanuje - super ;) u mnie prawie zawsze padają pytania i komentarze.:/

      Usuń
  27. Fakt, dla osób ćwiczących alkohol nie jest dobry, sama ćwiczę i coś o tym wiem. Ja rzadko piję alkohol, też nie lubię potem odchorowywać przez cały dzień jednego wieczoru. Nie mam na to po prostu czasu, bo zazwyczaj ciągle muszę być gotowa na 100%.
    Pozdrawiam cieplutko;) Tak Po Prostu BLOG Dziękuję za odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć 1 piwo to zaprzepaszczenie tygodnia treningów ;)

      Usuń
  28. Nie wyobrażam sobie tłumaczyć się komukolwiek dlaczego podziękowałam za drinka na imprezie, moim zdaniem osoby, które naciskają, żeby jednak zmienić zdanie zachowują się niegrzecznie. Skoro nie zmuszamy kogoś, żeby zjadł pizzę, to czemu zmuszać go, by napił się z nami piwa, jeśli nie ma na nie ochoty? U mnie każda odmowa spotykała się ZNOWU JESTEŚ W CIĄŻY? Ekhem...jakie ZNOWU? To brzmi, jakbym miała już całe stadko potomstwa. Mam jedno dziecko od 8 lat, że tak to ujmę i sytuacja w najbliższym czasie raczej się nie zmieni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, najczęstsza reakcja gdy odmawiamy picia to podejrzenie o ciążę :D

      Usuń
  29. Pamiętam jak w czasach liceum alkohol lał się na potęgę a ja za nim nie przepadałam. Kiedyś koleżanka wlała mi na siłę wódkę do coli...wkurzyłam się i zaraz usłyszałam że jestem sztywna...w reakcji powiedziałam "widzisz, ty potrzebujesz % żeby się bawić, ja się świetnie bawię bez tego" To zdanie kosztowało mnie wiele nerwów...ale fakt wkurza mnie to że u nas picie alkoholu jest takie pożądane przeż innych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz wychodzę z założenia, że jeśli komuś bardzo przeszkadza to, że nie chcę pić, to zawsze może zmienić moje towarzystwo na towarzystwo kogoś pijącego, do czego serdecznie zachęcam. ;) Jeśli mam być dla kogoś tylko znajomą do kieliszka, to lepiej by tej znajomości nie było. ;)

      Usuń
  30. Zgonów nie zaliczam, to fakt. Liczne badania jednak potwierdzają, że kieliszek czerwonego wina dziennie jest wskazany dla naszego serca i antynowotworowo. Spójrz na Francuzów, oni prawie nie zapadają na choroby serca i układu krążenia. Bardzo lubię wieczorem do książki wysączyć lampkę dobrego, wytrawnego wina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale pod warunkiem, że to dobre wino. No i Francuzi czy Włosi piją z głową - 1 niepełny kieliszek i koniec. W Polsce najczęściej po otwarciu butelki "wypada" ją opróżnić. Oczywiście raz na jakiś tam czas zdarza mi się skosztować odrobinę wina, ale to baaaaardzo okazjonalnie i na zasadzie skosztowania niż picia do dna, bo jest. Odrobina do obiadu/ kolacji - może być. Wypad do baru, by pić drinki albo wieczorne posiedzenie przy butelce wina lub dwóch - odpada.

      Usuń
  31. Też nie piję, ale bardziej z przyczyn osobistych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że otoczenie to akceptuje ;)

      Usuń
  32. Ja z kolei lubię wypić kieliszek czerwonego, dobrego wina, czy szampana, albo rozkoszować się smakiem piwa kraftowego, czy też nalewką własnej roboty. Jednakże do alkoholu nikogo nie namawiam, a wręcz doskonale rozumiem, że ktoś nie pije, bądź po prostu nie ma ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smak szampana, nalewki czy wina (szczególnie słodkiego) jest dla mnie ok, jednak w niewielkiej ilości. Jeśli wiem że wino jest dobre i że mam możliwość siedzieć przez kilka godzin przy jednym kieliszku, to czasem tak robię. Ale to dopuszczam przy jakiejś uroczystości, a nie podczas wieczornej posiadówki, gdzie idzie jedna butelka, druga, trzecia, a potem towarzystwo idzie jeszcze po coś do monopolowego ;)

      Usuń
  33. Ja nie piję alkoholu od roku, odkąd przeszłam badanie na skłonność do uzależnienia od alkoholu. Nigdy w ten sposób na to nie patrzyłam, a i nawet nie przypuszczałam, że mnie może to kiedykolwiek spotkać. A jednak!
    Gdy przestałam pić alkohol było trudno. Nie mi jednak. Tym, którzy pili. Dla nich byłam chora, nienormalna, dziwna :) A przecież to mój wybór i moja sprawa :) Gdy mnie pytali, dlaczego? - odpowiadałam: bo tak postanowiłam. Nic poza tym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak jest - osoba, która jednak rezygnuje z alkoholu sama z siebie problemu z tym nie ma, problem leży najczęściej właśnie w otoczeniu. Ktoś w komentarzu wyżej napisał, że ludzie prędzej uwierzą, że nie masz ochoty na kawę niż na alkohol. ;)

      Usuń
  34. Fajny tekst. Mnie osobiście wkurzają reakcje innych osób, kiedy ktoś odmawia. Pytają po tysiąc razy, namawiają i dziwnie spoglądają. Nie rozumiem tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie takie reakcje wynikają z wszechobecności alkoholu i tego, że każda okazja jest okazją do picia. Spotkanie z jakiejś okazji, spotkanie bez okazji, ślub, chrzciny (!), komunie (!), bierzmowanie (!), pogrzeb, ukończenie szkoły, zdanie egzaminu, oblanie egzaminu, zdobycie pracy, pierwsza wypłata, problemy w pracy, sukcesy w pracy, strata pracy, kupno samochodu, rozbicie samochodu, urodziny, imieniny, wyprowadzka, narodziny dziecka, nowy kot, kupno psa..... okazji można wymieniać wiele. Dlatego też ludzie nie rozumieją, gdy nie chce się pić. Za nieporozumienie uważam spożywanie alkoholu podczas chrzcin, komunii a także bierzmowania, bo to jednak uroczystości, gdzie głównym bohaterem jest dziecko (w przypadku bierzmowania już młodzież, ale dalej nieletnia) niespożywające alkoholu, więc dlaczego podpinać się z piciem pod takie wydarzenie? :/

      Usuń
  35. W polsce jest mega wielki problem z "niepijącymi" którzy są traktowani prawie jak wywrotowcy. Taka kultura. Sam miałem okres niepicia i wiem z czym to się wiązało. Teraz potrafię nie pić i potrafię pić z umiarem. I znajomi potrafią moją decyzję uszanować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że faceci mają tu trudniej. Gdy kobieta nie pije, to towarzystwo z większym lub mniejszym oporem to zaakceptuje. Ale gdy mężczyzna oznajmi, że nie pije (i na dodatek nie jest tego wieczoru kierowcą, po prostu nie pije, bo nie) to już staje się największą sensacją wieczoru.

      Usuń
  36. Straszną paranoją jest fakt, że osoba niepijąca alkoholu musi się z tego tłumaczyć, jakby robiła coś złego... Sama znam ten ból i ciągłe namawianie ze strony innych. A ja po prostu podjęłam decyzję o abstynencji tak po prostu, bez jakiś strasznie głębokich przyczyn. Nie chcę pić, bo prostu nie dawało mi to absolutnie żadnych korzyści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzisz, u Ciebie jest "nie piję bo nie", a u mnie wśród kilku powodów jest pewna kwestia zdrowotna - wielokrotnie powtarzam współtowarzyszom imprezy/ spotkania, że znam swój organizm i jak to i to wypiję, to będę się źle czuła, czasem wspominam co po jakim alkoholu będzie mi się działo, a jednak, nawet osoby po trzydziestce, dogadują jak małe obrażone dzieci. Oczywiście, nie wszyscy, ale wciąż takich osób jest za dużo.

      Usuń
  37. Ja od 4 miesięcy, z uwagi na zmianę trybu życia i stosowane leki nie pijam alkoholu :) I powiem szczerze, że nie jest mi do niczego potrzebny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też będąc nawet na jakiejś imprezie osobą niepijącą widzę, że nawet bawię się lepiej :D Chociażby dlatego, że więcej wiem z imprezy :D

      Usuń
  38. Wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem. A jak ktoś nie chce, to nie chce i już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ;) Najważniejsze, to znać swoją granicę. W czasie studiów potrafiłam nie tylko dużo wypić (a nawet niekiedy przepić kolegów z AGH :D ), ale też mieszać i nic mi nie było. Niestety (bądź stety), z czasem moja tolerancja na alkohol spadła. Sama najlepiej znam swój organizm i wiem, ile mogę i czy w ogóle chcę ;)

      Usuń
  39. Nie mam smaka, nie muszę odmawiać na siłę, bo nie lubię i tyle :-).

    OdpowiedzUsuń
  40. Niektórzy nie umieją się rozluźnić i dobrze bawić bez alkoholu. I tego właśnie nie rozumiem. Czy "rozluźnienie się" - to puszczenie wszelkich hamulców? Bo tak to wygląda. Po alkoholu to raczej będę spięta - będę zastanawiać się nad każdym gestem i słowem, czy przypadkiem nie zachowuję się głupio. Zwłaszcza, gdy obserwuję innych, tych już "rozluźnionych". Ludzie nie lubią, gdy odmawia się alkoholu - bo wiedzą, że będą obserwowani, a to, co się zaobserwuje i usłyszy - niekoniecznie musi być korzystne dla nich. Jak odmawiam? Też już po prostu: Dziękuję, nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ludzie nie lubią, gdy odmawia się alkoholu - bo wiedzą, że będą obserwowani, a to, co się zaobserwuje i usłyszy - niekoniecznie musi być korzystne dla nich" - sedno! ;)

      Usuń
  41. Przybijam piątkę :)! Męczy mnie już ciągłe przekonywanie mnie "no weź się napij"... Przede wszystkim alkohol mi po prostu nie smakuje i naprawdę nie potrzebuję go żeby się dobrze bawić. Oczywiście zdarza mi się okazjonalnie napić wina czy drinka, natomiast zdecydowanie jest to rzadkością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dłuższego czasu alkohol smakuje mi pod warunkiem, że ograniczę się do kilku łyków. Z wypiciem całej lampki wina mam obecnie problem. Kiedyś, owszem, smakował mi bardziej i w czasie studiów podczas weekendowego wypadu zamawiało się piwo albo drinki. Teraz wybieram coś bez procentów. ;)

      Usuń