24 listopada 2016

Piękno bez konserwantów

Widząc okładkę tej książki, kupiłabym w ciemno. Publikacja nawiązująca do dawnych metod dbania o siebie to - w mojej ocenie - ważna pozycja w bibliotece każdej miłośniczki naturalnej pielęgnacji. Książkę planowałam kupić, jednak Sosenka zorganizowała na swoim fanpage'u konkurs, a ja znalazłam się wśród zwyciężczyń. Po ogłoszeniu wyników książkę przekazało mi Wydawnictwo Znak.


Odbierając książkę liczyłam na prawdziwą skarbnicę porad i sekretów, które mogłabym usłyszeć od swojej prababci lub nawet jej przodków. W końcu musiały mieć jakieś sekrety, skoro zachwycały urodą (czego dowodem są stare fotografie), a w ich czasach sztuka maskowania makijażem nie była tam rozpowszechniona. 
Nasze prababcie, a nawet jeszcze babcie, szczególnie te mieszkające na wsiach i w mniejszych miejscowościach, nie miały w młodości dostępu do tylu kosmetyków, co my. Jednak to nie przeszkodziło kobietom w byciu pięknymi i zadbanymi. W miarę upływu czasu rynek kosmetyczny zaczął się rozwijać, a dziś na brak wyboru produktów nie możemy narzekać. Jednak jaką mamy gwarancję, że te wszystkie sklepowe specyfiki, na etykiecie których znajdziemy listę składników rozpisanych na kilka linijek, za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat nie zaszkodzą nam? Coraz częściej słyszę i czytam o liście szkodliwych substancji znajdujących się w kosmetykach. Dlatego przekonuję się w słuszności mojego przejścia na naturalną pielęgnację.


Kupując kosmetyki pielęgnacyjne, wybieram naturalne i o możliwie jak najkrótszym składzie. Zaopatruję się w spore ilości oleju kokosowego i masła karite, które są niezwykle uniwersalnymi produktami i z powodzeniem zastępują kilka (jak nie kilkanaście) kosmetyków, a dodatkowo poszukuję receptur na kosmetyki i środki higieniczno-upiększające, które mogę wykonać w domu. Trzymając pierwszy raz w ręce książkę "Piękno bez konserwantów" liczyłam, że w środku znajdę dużo przepisów (głównie sekretnych) na domowe środki myjące czy pielęgnujące do twarzy, ciała i włosów. 


Niestety pod tym względem książka nie spełniła moich oczekiwań. Autorka książki, Aleksandra Zaprutko-Janicka, stworzyła przede wszystkim publikację zaliczającą się do ciekawostek historycznych, a nie praktyczny poradnik (czy raczej: przepiśnik kosmetyczny). W książce przeczytamy bardzo dużo na temat życia kobiet w okresie międzywojennym i dowiemy się, że już wtedy skrupulatnie dbały o urodę zarówno w domu, jak i korzystając z usług profesjonalistów. Poczytamy o drogeriach i ich historii, o sztywnych gorsetach i ograniczonych środkach higienicznych czy kosmetycznych. Książka dostarczy nam wielu cennych informacji, jak kobiety dbały o poszczególne części ciała, oraz jakie składy i działanie miały ich ówczesne kosmetyki. Nota bene - kosmetyki, które w zdecydowanej większości już dawno nie są produkowane, więc i my nie mamy szans już z nich skorzystać. 


To wszystko jest naprawdę fascynujące, pod jednym warunkiem - gdy naszym celem jest zgłębienie wiedzy teoretycznej i poznanie ciekawostek historycznych. Bo jeśli chodzi o praktyczne wskazówki dotyczące dbania o siebie oraz liczbę receptur na kosmetyki domowej roboty, to jest ich naprawdę niewiele. Książka nie spełniła moich oczekiwań pod względem praktycznym i gdybym kupiła ją za własne pieniądze, byłabym lekko rozczarowana. Dostarczyła mi natomiast informacji i ciekawostek, które być może pozwolą mi kiedyś zabłysnąć w towarzystwie, choć faktów tych nie poszukiwałam. 



Ani nie polecam, ani nie odradzam. Jeśli chcecie poczytać trochę naprawdę ciekawej historii, to jak najbardziej - sięgnijcie po tę książkę. Jest napisana w fajny sposób, przyjemnie i szybko się ją czyta, czując klimat dawnych czasów i nawet za nimi tęskniąc. Wpływa też na to szata graficzna - niezwykle prosta. Książka jest ozdobiona starymi fotografiami (głównie elegantek i dziewcząt, które zdobywały tytuły miss), rycinami i przykładowymi etykietami czy plakatami reklamującymi kosmetyki. Ale jeśli chcecie zdobyć zbiór receptur na domowe kosmetyki, to zacznijcie rozglądać się za innym tytułem lub namówcie babcię do zdradzenia jakichś sekretów, bo w tej książce jest ich naprawdę niewiele. A na pewno nie tyle, ile ja oczekiwałam. 

56 komentarzy:

  1. Ja jetem na etapie eliminowania szkodliwych kosmetyków. Na początek robię swoje domowe maseczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem maniaczką działania bez zbędnej chemii ;) Od ponad roku o twarz dbam bezdrogeryjnie (tylko oleje, masła i naturalne mydło), też robię domowe odżywki i maski, a zamiast balsamów z drogerii stosuję właśnie masła i oleje.

      Usuń
  2. Nie jestem kosmetyczną maniaczką, mam kilka ulubionych firm którym jestem wierna i nie zwracam szczególnej uwagi na skład ich produktów. No wieeem! To nie ładnie, szczególnie, że teraz na topie jest być eco friendly itp. Jednak! książkę z chęcią bym przeczytała, właśnie po to, żeby w ramach poszerzania wiedzy uzyskać trochę informacji o tym jak to było kiedyś :) Ciekawią mnie czasy przedwojenne jak i krótko powojenne, trudne warunki życia, nieporównywalne do tego co mamy dzisiaj fascynują mnie. Jak dawano sobie wtedy radę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dawano, że włosy myto raz na miesiąc. Naprawdę. W tej książce jest o tym.

      Usuń
  3. Wielka szkoda, że nie znalazłaś w tej książce tego co szukałaś, ba jeżeli byłyby w niej jakieś ciekawe przepisy DIY chętnie poleciałabym po nią do sklepu chociażby jutro.... Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że książka wygrana,a nie kupiona za własne pieniądze, bo wtedy rozczarowanie byłoby większe.

      Usuń
  4. Szkoda, bo zapowiadała się naprawdę świetnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam podtytuł sugerował, że poznam jakieś sekrety. A tu przewaga ciekawostek historycznych.

      Usuń
  5. A ja się zastanawiam czy da się w ogóle wyprodukować kosmetyki bez "chemii"? Ostatnio koleżance wpadło do oka ekologiczne mydło w płynie i wypaliło jej rogówkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że - jeśli jest możliwość - to najlepiej robić kosmetyki samodzielnie z tego, co mamy w kuchni.

      Usuń
    2. Nie można bać się chemii, ponieważ nas otacza i my jesteśmy z niej zbudowani (chemia organiczna). Prawdopodobnie rogówkę wypaliła soda, która mogła być w dużym stężeniu lub potas albo ewentualnie coś na co była uczulona. Zarówno potas i sód (wchodzący do w skład sody, jak również soli kuchennej) są pierwiastkami chemicznymi więc słysząc o chemii nie ma co histeryzować, a dokładnie zapoznać się z działaniem poszczególnych składników, co ciekawe warto zwracać uwagę na związki chemiczne będące połączeniem kilku pierwiastków, bowiem te mogą się różnić właściwościami na korzyść lub niekorzyść... Osobiście uwielbiam kosmetyki naturalne i też nakładam, co mam w kuchni: jogurt, miód, drożdże, fusy z kawy jako piling. Co do dbania o urodę naszych babć, to mam mieszane uczucia, bo zdjęcia być może ładne, ale faktem jest, że ludzie w dawnych czasach nie mieli warunków, aby dbać o higienę, wystarczy wyobrazić sobie nie myć się przez tydzień i nie zmieniać odziedzienia. Wtedy był to standard i nie wywoływało to zgorszenia, ludzie przyzwyczaili się do swojego zapachu. Obecnie też można zaobserować ludzi nie czujących od siebie przykrej woni, ale ta jest wyczuwana dla otoczenia, bowiem nie jesteśmy do niej przyzwyczajeni.

      Usuń
    3. Gdy myślę o tamtych czasach też przeraża mnie brak możliwości kompleksowego i codziennego zadbania o higienę. Prawdą też jest, że na urodę kobiet (a nawet ogólnie ludzi) nie tylko wpływały stosowane (naturalne) produkty, lecz także czyste powietrze czy zdrowa swojska żywność.

      Usuń
  6. Jeżeli chodzi o domowe kosmetyki coraz częściej je stosuje- naprawdę ze świetnymi rezultatami- nie są to może jakieś zaawansowane twory ale super się sprawdzają w codziennej pielęgnacji. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naturalne, domowe kosmetyki pielęgnacyjne są najlepsze, bo mają proste składy, bez zbędnych ulepszaczy i zapychaczy. Poza tym, skoro coś jest dobre dla naszego wnętrza (np. taki olej kokosowy), to i na zewnątrz się sprawdzi ;)

      Usuń
  7. Uwielbiam takie książki, zaciekawiłaś mnie bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli interesują Cię ciekawostki historyczne - książka Ci się spodoba.

      Usuń
  8. Myślałam, że książka będzie czymś w rodzaju przepiśnika.

    OdpowiedzUsuń
  9. Interesują mnie takie książki jak to było kiedyś. Czytała gdzieś o szkodliwych zabiegach dla urody z przeszłości. W tej książce znajdę też takie ciekawostki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ściśle o szkodliwych zabiegach raczej nie. Jest wprawdzie o tym, jak szkodlowe i męczące było noszenie gorsetów oraz o firmie obuwniczej, która świadoma tego, że ich obuwie może niszczyć stopy, oferowała zabiegi pielęgnacyjne.

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmm a już chciałam poszukiwać tej książki, ale nie wiem czy warto skoro mało wskazówek :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej ciekawostek niż wskazówek. Niestety :(

      Usuń
  12. Szkoda, że w sumie nie za wiele różnych konkretnych wskazówek :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to smuci, bo właśnie na nie przede wszystkim liczyłam.

      Usuń
  13. Ja w ostatnim czasie stawiam na oleje – zarówno w pielęgnacji twarzy, jak i włosów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też je uwielbiam. Dominują u mnie kokosowy i lniany.

      Usuń
  14. Jak natrafię na książkę, to z pewnością przejrzę ją dla tych ciekawostek, tak od kobiecej strony. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chętnie poznam Twoją opinię na jej temat ;)

      Usuń
  15. Przyznam ze nie przepadam za takimi książkami. W domu mam jedną taką która należała do mojej babci i jak narazie ta mi wystarczy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym taką książkę po babci! Na pewno więcej praktycznych informacji niż w tej.

      Usuń
  16. Przyznam ze nie przepadam za takimi książkami. W domu mam jedną taką która należała do mojej babci i jak narazie ta mi wystarczy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie jestem przekonana do tej książki. Raczej się na nią nie zdecyduję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja drugi raz bym po nią nie sięgała ;) Dobrze robisz, lepiej przeznacz czas na chwilę z książkami, które Cię przekonują. Czytanie to ma być przyjemność ;)

      Usuń
  18. Też jestem na etapie powolnego rezygnowania z tej strasznej ilości chemii jaka nas otacza, zarówno w kosmetykach, tak i w środkach czyszczących i jedzeniu. Wciąż zbyt mało się o tym mówi, za to nakręca się bezsensowny konsumpcjonizm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej śmieszą reklamy, w których producent stwierdza, że kosmetyk jest na bazie naturalnych produktów, np. miodu, a okazuje się, że żadnego miodu w tym nie ma, lecz jakiś ekstrakt i to daleko w składzie. Zresztą w osobnym wpisie dość obszernie zachwycam się naturalną pielęgnacją. ;)

      Usuń
  19. Ja też dbam od dłuższego czasu o cerę nakładając na nią maseczki, które przygotowuję z półproduktów zakupionych w biochemiurody czy na e-naturalne. I widzę, że to mojej cerze służy znacznie bardziej niż wszelkie specyfiki drogeryjne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natura najlepsza ;) Nasze babcie doskonale wiedziały, co robią ;)

      Usuń
  20. Już wiem czego nie kupować kobiecie na jakąś rocznicową okazję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wśród moich recenzji znajdziesz propozycje, które na pewno bardziej ją ucieszą :D

      Usuń
  21. Mimo wszystko, że książka nie spełniła Twoich oczekiwań, to zapewne czegoś ciekawego się z niej dowiedziałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też staram się tak do tego podchodzić. Jakby na to nie patrzeć - trochę ciekawostek poznałam.

      Usuń
  22. Teraz coraz więcej osób korzysta z naturalnych składników i tworzy np. swoje maseczki. To fajne, że z powrotem wracamy do korzeni i unikamy chemii

    OdpowiedzUsuń
  23. Myslicie, ze dobra bedzie pod choinke na prezent dla mamy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie. Chyba, że Twoja mama lubi czytać ciekawostki historyczne :)

      Usuń
  24. Nie dla mnie pozycja... Ale! Nada się na prezent dla kuzynki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli interesują ją ciekawostki historyczne, to się nada. ;)

      Usuń
  25. Szkoda, że się zawiodłaś. Osobiście nie przepadam za tego typu literaturą zatem spasuję. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka zawiera rozdział zatytułowany "Czym nie jest ta książka", ale dopiero pod sam koniec. Szkoda, że nie na początku - wtedy od razu wiedziałabym, że zbyt wiele receptur nie znajdę, za to zostanę uraczona ciekawostkami.

      Usuń
  26. Szkoda, że nie ma tam przepisów kosmetycznych... I tak z chęcią przeczytałabym tę książkę :)
    Ja też jestem zawsze zaopatrzona w olej kokosowy i masło karite :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie tych przepisów najbardziej się spodziewałam, a okazało się, że książka to bardziej opis dawnych czasów :/

      Usuń
  27. Kiedy przeczytałam tytuł posta, byłam przekonana, że książka to swego rodzaju poradnik o tym, jak tworzyć "zdrowe" kosmetyki, jednak Twoja recenzja odrobinę ostudziła mój zapał. Raczej szkoda mojego czasu na tę publikację.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając tytuł książki i widząc okładkę, myślałam dokładnie to samo. Niestety - rozczarowałam się. Niby w książce jest rozdział w którym autorka wyjaśnia, że ta książka to nie jest zbiór receptur. Szkoda, że ten rozdział jest dopiero na samym końcu. :/

      Usuń
  28. Chętnie bym przeczytała! Z jednej strony powrót do takich starych, sprawdzonych metod może dać dużo korzyści, a z drugiej - właśnie po to wymyślono wiele kosmetyków, by było nam wygodniej, nie trzeba nic ucierać, mieszać, spłukiwać octem... Czasem się tak zastanawiam, czym w takim razie myją się producenci tych kosmetyków, w które mają tyle różnych substancji w sobie - czy ufają swoim produktom czy wręcz przeciwnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jednak w tej książce brakuje praktycznych recept, zdecydowanie za dużo w niej ciekawostek historycznych.

      Usuń