7 kwietnia 2016

Zmiana frontu na detoks

Jest różnica między wyleczeniem a wiecznym leczeniem i niestety wielu z nas zalicza się do grupy doświadczającej tego drugiego. Tak też było/ jest w przypadku moim i mojego uczulenia. Zaczęłam szukać alternatywnych metod i znalazłam coś co na początku wydało mi się bardzo absurdalne. Nie potrafiłam zrozumieć, w jaki sposób ta metoda może pomóc, a co dopiero wyleczyć z czegokolwiek.



Chciałam z tym wpisem jeszcze poczekać i podzielić się nim z Wami za kilka miesięcy. Ale jedna z czytelniczek poprosiła mnie na Facebooku, żebym zdradziła ten sposób naturalnej detoksykacji który zainteresował mnie w lutym i który wcieliłam wtedy w  życie. Poza tym jestem już po pierwszych testach alergicznych (wreszcie!), ale nie daję wiary temu, że tak silną reakcję spowodował u mnie wtedy kontakt z trawą, zbożem i kotem. Jestem pewna, że problem leży jeszcze głębiej. Dlatego dziś przypomnienie mojego problemu i kilka słów o metodzie, a za kilka miesięcy coś więcej o zaobserwowanych efektach.


W czym główny problem?
[JEŚLI WIESZ COŚ O MOICH PROBLEMACH UCZULENIOWYCH BO CZYTASZ MOJEGO BLOGA REGULARNIE BĄDŹ JESTEŚ MOIM ZNAJOMYM - POMIŃ TEN AKAPIT]
Osoby, które czytają mnie regularnie wiedzą, że w 2014 roku pojawił się u mnie poważny problem uczuleniowy, któremu towarzyszyła pokrzywka i obrzęki gardła i krtani. Nie była to zwykła wiosenna alergia objawiająca się katarem i kichaniem, z którą rozprawi się jedna szklanka wapna z kwercetyną, lecz poważniejsza sprawa. Były to naprawdę ostre reakcje, a czynnik który je powodował był trudny do odgadnięcia. Jeden z takich "ataków uczuleniowych" skończył się dla mnie wizytą na dyżurze, faszerowaniem lekami które nie chciały zadziałać oraz informacją że niewiele brakowało a udusiłabym się własnym językiem. Konieczne stało się zaprzyjaźnienie z lekami przeciwhistiaminowymi.


W połowie marca odstawiłam tabletki na własne ryzyko (lekarz bał się podjąć tej decyzji, dlatego podjęłam ją sama), więc w przychodni zrobili mi testy alergiczne. Pokarmówka wyszła ujemnie (ale uwaga - mogę nie mieć na coś uczulenia, ale mogę mieć nietolerancję, to dwie różne rzeczy. Poza tym są też reakcje krzyżowe, czyli coś samo mnie nie uczuli, ale w połączeniu z innym czynnikiem już tak), za to potwierdziło się uczulenie na trawę, zboża i... kota. Jest jednak mały problem. Podczas styczniowego wypadu do Zakopanego nie zażyłam jednej tabletki, w nocy obudziłam się z dziwnym uczuciem pełnego gardła (zapewne była to lekka opuchlizna) a rano w lustrze ujrzałam usta jak po botoksie. Zaczęłam analizować co mogło mi zaszkodzić i spowodować taką reakcję. A dzisiejsze porównanie tego zdarzenia z wynikiem testów ma się nijak, bo na pewno nie była to trawa ani zboże (bo był styczeń), a kota na miejscu też nie mieliśmy. Wtedy w styczniu ponownie spotęgowała się we mnie bezradność i strach, znów zaczęłam siedzieć na forach, blogach, facebookowych grupach i szukać. Trafiłam na metodę, o której dawno temu czytałam w jakiejś gazecie i miała byś skutecznym sposobem na oczyszczanie zatok, jednak wydała mi się wtedy zbyt śmieszna i uznałam ją za jakiś durny wymysł kogoś kto chce zaistnieć. Gdzieś przeczytałam komentarz, że to świetny sposób na detoksykację organizmu, który pomógł ludziom w wielu innych schorzeniach, m.in. złagodził bądź wyleczył z alergii czy astmy. Zaryzykowałam, bo w końcu tonący brzytwy się chwyta. O innych dolegliwościach znajdziecie sami wiele informacji gdy wpiszecie w google.... ssanie oleju.



Ssanie oleju

Metoda dość kontrowersyjna, choć przyznaję że dla mnie była ona po prostu głupia. Bo niby jak jakiś olej przerzucany po jamie ustnej jak podczas płukania zębów może wyleczyć z takich dolegliwości jak zatkane zatoki, astma, alergia czy inne schorzenia. Stwierdziłam jednak, że co mi szkodzi spróbować. Zaszkodzić mi na pewno nie zaszkodzi, a jeśli pomoże to będzie fajnie. Codziennie rano, zaraz po przebudzeniu, biorę do ust łyżeczkę oleju kokosowego i przez 20 minut cedzę go przez zęby, przerzucam po całej jamie ustnej jak wodę przy płukaniu zębów. Ważne by robić to na czczo. Następnie wypluwam olej (nie wolno go połykać bo zawiera dużo toksyn które wyciągnął) i myję zęby jak zwykle. Sekret tkwi podobno w tym, że przez 20-30 minut przez naczynia krwionośne w naszej jamie ustnej przepływa ok. 3 litrów krwi, wraz z toksynami które są w naszym organizmie, a olej je po prostu wyciąga. Dodatkowo takim płukaniem oczyszczamy jamę ustną i zęby, czyli miejsca które są idealnym środowiskiem rozwoju bakterii. Nie będę Wam tu pisać szczegółów, Internet dostarczy zainteresowanym wiele informacji na ten temat. Ostrzegam jednak, że na początku może pojawić się odruch wymiotny przy ssaniu oleju, wtedy wyplujcie go i weźcie nową porcję.



Pierwsze efekty u mnie

Zaczęłam w lutym, już od pierwszego takiego "zabiegu" górne drogi oddechowe zaczęły się oczyszczać. Przy każdym ssaniu oleju czuję jak to co zalega w zatokach zaczyna nieśmiało spływać (jakby przyciągane przez olej), a po wypluciu oleju mam potrzebę odkaszlnąć i wydmuchać nos. Zauważyłam też, że kaszel nie męczy mnie tak jak kiedyś, nie mam problemów z zasypianiem, bardzo lekko przeszłam PMSsama miesiączka również przeszła lekko, bez bólu i innych dolegliwości a na dodatek.... mam większy apetyt. Najbardziej jednak zaskoczył mnie wpływ detoksykacji na moje uczulenie. W połowie marca zaryzykowałam i odstawiłam tabletki przeciwhistiaminowe. I teraz pora na fakty - nic mi nie wyskoczyło na skórze, żadna pokrzywka czy podejrzana plamka, nie pojawiła się żadna opuchlizna ani inny obrzęk. Przypadek? Przypominam, że w styczniu na wyjeździe pominęłam tylko jedną tabletkę, nie miałam kontaktu z trawą, zbożem ani kotem, a jednak pojawiły się problemy. Dlatego obserwując siebie i porównując to wszystko z wynikami testów coraz bardziej przekonuję się, że jednak wiele winy leży po stronie toksyn, które każdego dnia na różne sposoby trafiają do naszego organizmu.


Nie wiem co będzie za kilka miesięcy, jednak widząc pierwsze efekty u siebie i czytając o doświadczeniach innych osób jestem dobrej myśli. Nie chcę truć już mojego organizmu tabletkami, ponieważ w przyszłości chcę mieć dzieci i nie chcę przez całą ciążę drżeć ze strachu czy tabletka w pewien sposób ratująca moje życie nie krzywdzi mojego dziecka. Szkoda mi mojego żołądka, mojej wątroby, moich pieniędzy i czasu poświęcanego na kolejne wizyty w poradni, które ograniczają się do wysłuchania mnie i wypisania kolejnej recepty. Skoro olej wyciąga z mojego organizmu to coś co mnie truje i ogólnie pozbawia go toksyn, to naprawdę wspaniale, wolę ssać go nawet 3 godziny dziennie gdyby była taka konieczność niż faszerować mój organizm kolejną tabletką. Mój dziadek bardzo wierzył w moc ziół i naturalnych metod. Nie namawiał nikogo do odwracania się od medycyny, bo są stany chorobowe w których interwencja lekarza jest niezbędna i dolegliwości gdzie trzeba wziąć tabletkę, ale nauczył mnie że natura może być doskonałym wsparciem, a w wielu przypadkach tym czynnikiem który zdecyduje o wyleczeniu. W końcu organizm ludzki powstał w sposób naturalny, a nie syntetyczny, więc najlepsze jest dla niego naturalne wsparcie. 



Jeśli interesuje Was zastosowanie oleju kokosowego w leczeniu i kosmetyce polecam zajrzeć tutaj. 

25 komentarzy:

  1. Kochana bardzo dziękuję za obszerny komentarz na moim blogu ! Współczuję Ci twojego problemu i mam nadzieję, że alergia już nie powróci. Wiem że to nie jest fajna sprawa, sama dostałam kiedyś nagłej reakcji alergicznej i ręce mi spuchły ( ktoś mnie dotknął i chyba miał coś na rękach) Nie wyobrażam sobie strachu o to, że coś może mnie przypadkiem udusić ! Masz rację, lepiej nie faszerować się tabletkami, zwłaszcza w ciąży bo to może zaszkodzić dziecku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze się jej nie pozbyłam, jak na razie to tylko ją osłabiłam. Teraz dopiero czeka mnie pilnowanie się, gdy już wiem co mnie uczula.

      Usuń
  2. Świetnie że o tym piszesz, na pewno wiele osób skorzysta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieję, że to wielu osobom pomoże :)

      Usuń
  3. ja w ogóle uwielbiam olej kokosowy, do ciała, włosów do jedzenia.
    o ssaniu oleju gdzieś już wcześniej czytałam, ale nigdy nie próbowałam, jakoś nie było potrzeby u mnie.
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim domu olej kokosowy to podstawa, właśnie zarówno w kuchni, jak i w pielęgnacji :)

      Usuń
  4. W życiu bym nie wpadła, że ssanie oleju może pomóc o.O. Nie mam aż takich reakcji alergicznych, ale metodę warto zapamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metoda ta jest zalecana na wiele innych schorzeń :) Np. zapalenie gardła czy problemy z zatokami lub po prostu dla lepszej i skuteczniejszej higieny jamy ustnej :)

      Usuń
  5. O proszę, kto by pomyślał, że zwykły olej tyle potrafi. Zapamiętam na przyszłość, dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku sama byłam zdziwiona, wręcz sceptycznie nastawiona i śmiałam się z tej metody. Ale w miarę czytania na ten temat (a w Internecie znajdziesz naprawdę dużo na ten temat, szczególnie na blogach) stwierdziłam,że zaryzykuję. Nic nie tracę, poza olejem który i tak zużyję :) No i czuję się lepiej :)

      Usuń
  6. Słyszałam o tej metodzie, ale nigdy nie próbowałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować. Oczywiście życzę, by było to stosowanie co najwyżej w celach profilaktycznych, a nie leczniczych :)

      Usuń
  7. Baaardzo ciekawy post, już o tym czytałam. Przekonałaś mnie żeby spróbować! Liczę, że odetka mi zatoki i ogólnie oczyści organizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam :) Metoda bez skutków ubocznych, naturalna i tania :)

      Usuń
  8. To niesamowite, jestem pod ogromnym wrażeniem właściwości i działania oleju kokosowego! I naprawdę wierzę, że taka kuracja mogła Ci pomóc.
    U mnie olej kokosowy zazwyczaj ląduje w kuchni - przy wypiekach i kulinarnych eksperymentach z racuszkami i naleśnikami. W kosmetyce mniej (moje włosy działają na niego puchem), dlatego tak miło jest poczytać o kolejnych dobrych właściwościach naszego kochanego oleju kokosowego :)

    Trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kosmetyce najczęściej stosuję olej kokosowy do demakijażu lub zamiast kremu do twarzy. Ogólnie jestem "bezmakijażowcem", rzadko się maluję, ale za to przywiązuję uwagę do tego czym smaruję twarz. Olej kokosowy jest lepszy niż niejeden krem :)

      Usuń
  9. O tej metodzie już dawno temu słyszałam, ale tak jak Ty na początku, jakoś nie byłam do niej przekonana. Myślę, że warto spróbować nawet jeśli nie mamy żadnych szczególnych dolegliwości. Tak po prostu profilaktycznie dla zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku musiał już nastąpić moment desperacji bym zaczęła codziennie przerzucać olej po jamie ustnej. Pewnie tak profilaktycznie nigdy bym nie zaczęła, ale desperacja przy alergii i ciągłym faszerowaniu się tabletkami zrobiła swoje.

      Usuń
  10. Niestety alergie, to jedna z naszych chorób cywilizacyjnych.. Tym gorsze, że się krzyżują i tak ciężko czasem znaleźć przyczynę..

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam kiedyś o plusach ssania oleju, ale za nic nie mogę się do tego przekonać. Za to np. olej lniany na kanapce to moje ukochane połączenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku jest trudno się do tego przekonać, niestety przez pierwsze dni jest to wręcz odrzucające, ale później już człowiek się przyzwyczaja.

      Usuń
  12. Czytałam już o ssaniu oleju i nawet sama postanowiłam spróbować, ale jakoś zrezygnowałam po paru razach. Chyba się znowu skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku ssania oleju początki są trudne i nawet trochę zrażające. Ale później już ok ;)

      Usuń
  13. Bardzo inspirujący blog. Będę wracać, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń