13 stycznia 2016

Moje zdrowe nawyki (których niektórzy nie potrafią zaakceptować)

Ponad rok temu, gdy zaczęły się moje problemy z uczuleniami, zaczęłam przywiązywać większą wagę do mojego sposobu odżywiania. Część produktów wykluczyłam z diety, wprowadziłam też inne no i zmieniłam niektóre swoje nawyki. 


Moje mini-rewolucje w pewnym sensie odbiły się na... moim życiu towarzyskim. Czasem podczas wyjść nie wszyscy są w stanie zaakceptować że czegoś po prostu nie jadam.

 Jak najmniej fast-foodów

Kiedyś ktoś zasugerował mi, że nie jestem szczęśliwą osobą bo stawiam sobie ograniczenia żywieniowe. (I tym kimś wcale nie był żaden znajomy pracujący w budce z hamburgerami czy przedstawiciel firmy produkującej konserwanty do żywności. Nie był to też zbuntowany gimnazjalista, chociaż poziom komentarza może to sugerować). Sugestia ta była reakcją na moją niechęć do kupienia sobie hamburgera i moje komentarze dotyczące częstego żywienia się w fast-foodach. Oczywiście - czasem zdarzy mi się kupić frytki lub podczas wyjścia ze znajomymi zjeść pizzę. Jednak jeśli nie mam takiej potrzeby, staram się nie żywić w tego typu miejscach.A czy z powodu takiego ograniczenia naprawdę mogłabym być nieszczęśliwa? Wręcz przeciwnie - jestem bardzo szczęśliwa, że nie obciążam mojego żołądka i mojej wątroby mięsem wątpliwej jakości smażonym na starym oleju i wsadzonym do bułki nasyconej konserwantami. Oczywiście nikomu nie zabraniam jadać takich rzeczy, ale gdy ktoś to robi notorycznie to staram się sugerować zmianę nawyków. W końcu mówi się, że jesteś tym, co jesz. Ja wolę być koktajlem owocowo-warzywnym niż nieświeżym mięsem odsmażonym na starym oleju. Negatywnych reakcji niektórych znajomych również nie rozumiem - bo niby dlaczego komuś przeszkadza, że wybieram z menu coś innego niż reszta i nie jest to hamburger?

Nie zawsze mam ochotę na alkohol

Nie należę do osób, których celem jest nocne sobotnie szaleństwo mocno zakrapiane alkoholem. Do alkoholu podchodzę jak Francuzi czy Włosi - ma być dodatkiem nadającym smak. Nie lubię (i nie chcę) wlewać w siebie tyle alkoholu ile wlezie, lubię kulturalnie się napić małej ilości alkoholu, bez jakiegoś mieszania. Czasami jest też tak, że nie zawsze mam ochotę na alkohol w tych momentach, w których zdaniem innych mieć ją powinnam. Zdarza się, że siedzę przy soku czy herbacie podczas gdy reszta towarzystwa pije w knajpie jednego drinka za drugim.I tu też nie rozumiem, dlaczego dla niektórych osób stanowi to problem. 

Dbam o swoje zdrowie i samopoczucie

Nie jestem osobą latającą ciągle na kontrole do specjalistów i bez przerwy robiącą sobie badania. Właściwie to u lekarzy bywam rzadko. I staram się prowadzić takie życie i tak dbać o siebie, by bywać w przychodniach jak najrzadziej. Dlatego jeśli byłam umówiona na jakąś imprezę z większym wyprzedzeniem a łapie mnie jakaś choroba - odpuszczam, żeby się nie doprawić. Gdy czuję potrzebę położyć się o 20.00 bo jestem wyczerpana - robię to. Zdrowie i samopoczucie stawiam na pierwszym miejscu, bo jeśli nie będzie mnie dla mnie samej, to nie będzie mnie też dla innych. Obrażanie się o to, że zrezygnowałam z jakiegoś wyjścia z powodu podwyższonej temperatury wydaje mi się absurdalne i najczęściej słyszanym w takiej sytuacji komentarzem jest "a wydziwiasz". 

Cenię swój wolny czas

Urlop jest dla mnie czasem odpoczynku i regeneracji. Niezależnie od tego o której wstaję i o której chodzę spać, nie zaprzątam sobie głowy pracą i nie wyobrażam sobie rozmawiać z kimkolwiek w tym czasie w sprawach służbowych. Rozmowy telefoniczne ucinam jak najszybciej grzecznym "i tak jestem teraz na urlopie, nie pomogę. Proszę o kontakt jak wrócę", a na skrzynce mailowej ustawiam automatyczną odpowiedź z informacją o urlopie, prośbą o kontakt po moim powrocie i wzmianką, że nie ma możliwości kontaktu ze mną poprzez prywatnego maila czy numer telefonu. Dla mnie wolne to wolne (niezależnie od tego, gdzie je spędzam). Są to dni odpoczynku od pracy które zapewniają mi odpowiednie przepisy. Praca to praca, odpoczynek to odpoczynek i trzeba to rozgraniczać. Spotkałam się już z opiniami typu "o jak Ty się szanujesz", "tak jakby Ci korona z głowy spadła przy odpisaniu jednej osobie na maila", "to po co Ty w ogóle pracujesz" itp. Otóż odpowiadam: 1. Tak. Szanuję się. Jeśli ktoś sam siebie nie szanuje to jego wybór. 2. Korona mi z głowy nie spadnie. Ale jak odpiszę jednej osobie podczas urlopu, to znajdzie się potem 12 kolejnych "jednych osób" którym też mogłabym odpisać. 3. Wiadomo po co, ale wiadomo też, że pracuje się w godzinach pracy. Wbrew pozorom to jak spędzamy urlop ma wpływ na nasze zdrowie - wolne dni mają nam służyć do odpoczynku, regeneracji i naładowania akumulatorów oraz poprawy samopoczucia. Jeśli komuś to nie odpowiada, niech sobie pracuje na urlopie a wyborów innych nie komentuje bo niczego tym nie zyska. No, może zyska - moją antypatię. 

Jestem aktywna fizycznie

W tym przypadku naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, skąd u niektórych takie negatywne nastawienie do mojego zamiłowania do sportu. Zdarza mi się słyszeć pytania o to, po co mi ta siłownia i zajęcia skoro mogłabym poćwiczyć w domu (i przekonywanie mnie do tego) oraz komentarze, że skoro jestem szczupła to nie powinnam ćwiczyć. Oczywiście najwięcej do powiedzenia mają te osoby, którym nie chce się ruszyć z kanapy. Aktywność fizyczna jest moim wyborem (podobnie jak zdrowe odżywianie, czy inne nawyki). Są osoby, które potrafią to uszanować, oraz takie którym to nie odpowiada. Od tych drugich nie wymagam, że zaczną szanować moje przyzwyczajenia, ale tego, że po prostu zajmą się sobą i nie będą komentować.

28 komentarzy:

  1. Oj tak, na swojej drodze też spotykam wiele osób, którym (nie wiedzieć czemu) przeszkadzają moje przyzwyczajenia żywieniowe. Nauczyłam się ignorować te uwagi skoro i tak nie wnoszą nic w moje życie. Na całe szczęście znajomi nie dziwią się już temu i nikt nie ma mi za złe, że wolę zjeść na mieście sałatkę niż pizzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że często jest to kwestia czasu - nasi znajomi muszą się przyzwyczaić że naprawdę jemy i żyjemy zdrowo a nie robimy sobie żartów. Jednym przychodzi to łatwiej, drugim trudniej a jeszcze innym wcale

      Usuń
  2. Świetnie napisane! Też na swojej drodze spotkałam już niejedną osobę, której przeszkadzało coś w moim stylu życia. Ale nie ma co się takimi osobami przejmować tylko żyć swoim życiem i robić to co się kocha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I poświęcać więcej czasu tym osobom, które nie walczą z naszymi dobrymi nawykami ;)

      Usuń
  3. I fenomenalnie, że tak prowadzisz swoje życie. Ci ludzie w końcu zauważą, iż zmieniać powinni siebie, biorąc z Ciebie przykład!
    Cieplutko pozdrawiam, życzę Ci sukcesów w blogowaniu i zapraszam do siebie, jednocześnie zachęcając do obserwacji!:)
    Mój blog->KLIK!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam analogicznie, niestety :/ ,,Czemu tak dziwaczysz" słyszę często gdy zamiast tłustych ciast wolę np. banana na imprezie..
    Ludzie chyba zazdroszczą nam motywacji do dbania o siebie, bo to też wymaga planowania i silnej woli, a wieeelu osobom się tego nie chce wypracować :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O też to, może też tu odzywać się zazdrość ;) Chociaż pewnie krytycy nie zdają sobie z tego nawet sprawy ;)

      Usuń
  5. Niesamowite...to smutne, że ludzie nie akceptują zmiany na lepsze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po prostu sami z takową mają problem ;)

      Usuń
  6. I bądź dumna, że właśnie takie życie prowadzisz! To Tobie ma to sprawiać radość i satysfakcję, a nie wszystkim dookoła :) Zresztą wszystkim i tak nie dogodzisz, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie Cię przekonywał do swojego zdania i sugerował co jego zdaniem robisz nie tak.
    Wpuszczaj jednym uchem a wypuszczaj drugim, szkoda czasu na rozmowę z takimi osobami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja ;) Dziękuję za miły i motywujący komentarz ;)

      Usuń
  7. Wspaniale, że tak udaje Ci się kierować życiem. Staram się tak samo podchodzić do życia, chociaż nie zawsze mi tak ładnie to wychodzi, ograniczam fast-foody, ale czekoladki mnie kuszą. To taka moja słabość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że z dwojga złego to te czekoladki są mniejszym złem niż fast foody ;)

      Usuń
  8. Fast foodów nie jadłam już parę lat, ale mam słabość do słodyczy dlatego właśnie staram się wybierać jakieś zdrowsze alternatywy słodkości :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Część z tych nawyków pasuje i do mnie, ale pod tym tekstem: "Czasami jest też tak, że nie zawsze mam ochotę na alkohol w tych momentach, w których zdaniem innych mieć ją powinnam." podpisuję się obiema rękami :)Lepiej reagują na to osoby z którymi częściej się widuję, bo znają moje preferencje. A inni... no cóż, muszą się przyzwyczaić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze powtarzam, że osoby, którym moje zdrowe nawyki w jakiś sposób przeszkadzają, tak naprawdę mają tylko dwa wyjścia - przyzwyczaić się do nich wcześniej lub przyzwyczaić się do nich później. ;)

      Usuń
  10. Iza, moja imienniczko, dlaczego piszesz o mnie?! :D W większości zdań w tym poście mogłam przybić piąteczkę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że my - Izy - po prostu mamy takie zdrowe podejście do życia ;)

      Usuń
  11. Ha ha ha czytam Twój tekst i śmieję się w duchu. Jak przestałam jeść mięso znajomi automatycznie przestali mnie na grilla zapraszać. Po co komu taki dziwny i kłopotliwy gość i czym tu go nakarmić :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm.... Dziwię się Twoim znajomym. Przecież grill to niekoniecznie mięso. Ja sama idąc na grilla staram się jednak wybierać inne dania niż mięsne, jeśli mam możliwość. Grillowane kiełbasy czy steki są dla mnie po prostu zbyt ciężkie. Ale warzywa, chleb czy oscypki z grilla uwielbiam. :)

      Usuń
  12. Gdy ja byłam na studiach (ja było to wieki temu) :) mieliśmy kolegę, który po każdym posiłku znikał na pół godziny, bo musiał umyć zęby. A to nie było zwykłe szorowanie przez 2 minuty. ;) Nitkował je, płukał, szorował każdego z osobna. W każdym razie wiadomo było, że go przez jakiś czas nie będzie. Zdarzało się, że nie jadł lub jadł na koniec, bo np. zapomniał kosmetyczki. Nie pamiętam już czy bardziej nas to śmieszyło czy momentami męczyło, ale nigdy, przenigdy nie poddawaliśmy w wątpliwość jego postawy. To jego zęby i on tak właśnie o nie dbał. A my to szanowaliśmy. Nie rozumiem, jak można komuś zwracać uwagę i krytykować jego wybory. Tym bardziej jeżeli dotyczą tylko danej osoby, a z nami nie mają nic wspólnego. No, ale zawsze się znajdą jacyś doradcy. ;) Pozdrawiam serdecznie. Izabela Agnieszka B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Podziwiam kolegę za taką dbałość o zęby.

      Usuń
  13. Niestety wiele ludzi nie może zrozumieć, że ktoś nie pije alkoholu. Często nawet przy okazji jakiegoś spotkania potrafią namawiać tę osobę do wypicia, co uważam za nietakt. To samo tyczy się niejedzenia mięsa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z alkoholem mam tak, że lubię się go napić trochę, dla poczucia smaku, ale też nie wszystkie trunki mi podchodzą. A czasem mam tak, że przez jakiś czas w ogóle nie piję i w knajpie wybieram coś bezalkoholowego. Za bardzo dziecinne uważam naciski żebym piła, żebym piła więcej, żebym piła szybciej. W tym roku miałam też sytuację, że wiele osób dziwnie na mnie patrzyło, gdy podczas postu oznajmiałam, że mam postanowienie wielkopostne i nie piję w ogóle.

      Usuń
  14. Znakomity artykuł. I ja jem tylko to, co sprawia, że czuję się doskonale - warzywa, owoce, kasze itd... Mięso? Dziękuję, skończyłam tę znajomość przed siedmioma laty. Odżyłam, pozbyłam się różnych dolegliwości i odmłodniałam. Ślę moc zdrowych serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mięsa nie potrafię (i nie chcę) całkowicie rezygnować, ale czasem czuję potrzebę odpoczęcia od niego. Nauczyłam się wsłuchiwać w swój organizm, dlatego też wiem, czego w danym momencie potrzebuje, a co może mu zaszkodzić. Ja akurat nie jadam wieprzowiny, w dobie terroryzmu wiele osób dziwnie na mnie patrzy, gdy to wyznaję :D

      Usuń