8 grudnia 2015

Dlaczego chodzę na siłownię?

Gdyby nie liczyć dwóch dłuższych przerw, to już półtora roku odkąd zaprzyjaźniłam się z siłownią i twierdzę, że te wszystkie karnety to jedna z moich lepszych inwestycji.


Spotykam jednak w swoim życiu osoby, które nie potrafią zrozumieć dlaczego chodzę na siłownię zamiast ćwiczyć w domu, bo mogłabym w ten sposób oszczędzić.
Nie chciałabym być złośliwa, ale taka "troska" o moje finanse w pewien sposób robi na mnie wrażenie. Podobnie zresztą jak analizy finansowe stawiane przez niektóre osoby, z których wynika że za pieniądze wydane na karnety już dawno mogłabym mieć w domu orbitreka. Szczególnie, że akurat ten sprzęt do szczęścia nie jest mi potrzebny, bo na strefę cardio idę tylko po to, żeby zrobić tam szybką rozgrzewkę. I raczej wybieram wtedy bieżnię.



Oczywiście nie neguję sensu samodzielnych treningów w domu, bo każdy sposób na aktywność fizyczną jest dobry. Sama czasami wykonuję w domu jakieś rozciąganie czy wzmacnianie, a gdy pogoda pozwala staram się biegać czy jeździć na rowerze (ale nie rezygnuję wtedy z siłowni). Najważniejsze jednak, by nie bazować na szkolnej wiedzy z lekcji wychowania fizycznego, bo niestety sport w szkołach zawsze był traktowany po macoszemu i - jak przekonałam się chodząc na siłownię - nasi wuefiści nawet nie nauczyli nas poprawnie wykonywać przysiadów. Dlatego uważam, że nawet jeśli finalnie zamierzamy trenować w domu, to lepiej pochodzić przez jakiś czas na siłownię, żeby nauczyć się poprawności w wykonywaniu ćwiczeń. 


Kiedyś próbowałam regularnie trenować w domu, później spróbowałam chodzenia na siłownię i w moim przypadku lepiej sprawdza się właśnie ten drugi wariant. Bazowanie na domowych treningach nie jest dla mnie, chociaż wiem że jest sporo osób, które ćwiczą w domu kilka razy w tygodniu i osiągają niezłe efekty. Ja jednak zdecydowanie należę do tej grupy, która potrzebuje ruszyć się z domu by się ruszyć. 



Dlaczego?
  • Zapłaciłam, więc chodzę - chcąc czy nie, tak to właśnie działa. Gdy za jakieś zajęcia czy kursy płacimy, podchodzimy do nich poważniej niż do tej aktywności, która nam się trafia w gratisie
  • Zero rozpraszaczy - gdy ćwiczę w domu, zawsze coś mnie rozprasza. A to ktoś z domowników przerwie mi trening, a to zadzwoni telefon, a to sama wyślę w przerwie między seriami jakąś wiadomość. Idąc na siłownię mam na sali tylko wodę i ręcznik, wszystkie inne gadżety są zamknięte w szafce. Staram się też chodzić na siłownię sama, ponieważ wyjścia z koleżankami kończyły się posiedzeniami na macie, gdzie większość czasu była przeznaczana na dyskusję niż ćwiczenia
  • Obecność trenerów - w klubie fitness na sali spacerują trenerzy, którzy pokazują jak poprawnie wykonać dane ćwiczenie, doradzają jak dobierać obciążenie, korygują nasze błędy. W przypadku domowych treningów nie możemy liczyć, że z komputera wyskoczy Ewa Chodakowska i poprawi nam ułożenie rąk
  • Motywacja - na miejscu spotykam różnych ludzi i większość z nich po prostu mnie motywuje, gdy wspominają mi o swoich działaniach i efektach
  • Sprzęt - gdybym chciała zakupić sobie do domu cały ten sprzęt z którego korzystam na siłowni, to pewnie za jakiś czas sama mogłabym otworzyć własny klub fitness. Podczas treningów korzystam z różnych maszyn, z różnych ciężarków i ćwiczenia które wykonuję przy ich pomocy nie są do odtworzenia w warunkach domowych

18 komentarzy:

  1. Oj z trenerami to róznie bywa. Ja chodzę nie całe dwa tygodnie, i teoretycznie bazuję na wiedzy z internetu i podpatruję ludzi. Kiedy poprosiłam "trenera " o pomoc, powiedział ze pomoże mi tylko wtedy gdy mu zapłace za godzinę. Tak więc radzę sobie sama. Rozgrzewka na bieżni, przysiady z sztangą, kettlebell , wykroki z dwoma hantlami , a z nudow chodze na przyrządy typowo siłowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja niedawno zmieniłam siłownię, ale zarówno na tej co wcześniej chodziłam, jak i na tej nowej na sali są obecni trenerzy którzy pomagają (czasem nawet sami od siebie oferują że pokażą jak poprawnie wykonać ćwiczenia), ale oprócz tego można sobie wykupić godziny z trenerem - indywidualnie, tylko dla siebie, na wyłączność że tak powiem. Zależy gdzie i na kogo się trafi ;) A co do podpatrywania innych - też tak czasem robię, szczególnie teraz w nowym klubie fitness gdy jeszcze nie znam niektórych maszyn.

      Usuń
  2. Ja mam już dwa treningi za sobą na siłowni :) Też uważam, że jeśli zapłacę za coś to po prostu lepiej nawet mi sie ćwiczy. A w domu to nawet porządnie nie potrafie czegoś wykonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę wytrwałości - podobno wszystko wchodzi nam w nawyk po 21 dniach, więc za jakiś czas nie będziesz sobie wyobrażać życia bez aktywności fizycznej jeśli się dobrze w to wkręcisz :)

      Usuń
    2. Wchodzi w żyły i to bardzo, szczególnie to widać podczas choroby kiedy nie możemy wyjść z domu. A jeszcze jak fajni ludzie są na siłowni to już w ogóle lepiej jak rodzina jest.

      Usuń
  3. Mnie zakup karnetu na siłownie bardzo mobilizował do treningów. Szczególnie gdy minęła pierwsza euforia i mobilizacja do zmian stopniowo słabła. Miałam dokładnie takie samo podejście jak Ty - płacę za to więc nie będę marnowała pieniędzy :) Skuteczna motywacja. Zgadzam się również z tym, że na siłowni nasze treningi dzięki obecności trenera są dużo bezpieczniejsze. Czasami w domu możemy nieustannie niepoprawnie wykonywać jakieś ćwiczenia co skutkuje kontuzjami i bólami pleców, stawów czy innych partii ciała, które nadmiernie obciążmy. A pomoc w ustawieniu przyrządów to obowiązek trenera bo w końcu Mu za to płacą, a nie za kręcenie się po siłowni bez celu. Treningi personalne swoją drogą. Ja na szczęście nigdy nie spotkałam niepomocnych trenerów i zawsze mogę liczyć na ich pomoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam to szczęście, że zarówno w poprzednim fitness klubie, jak i tym do którego chodzę obecnie, pracują pomocni trenerzy.

      Usuń
  4. Ja sama po sobie wiem, że wykupiony karnet mobilizuję. Teraz niby ćwiczę w domu, ale różnie z tym bywa, rezultat jest taki, że od prawie dwóch tygodni nie ćwiczyłam ani razu. Zajęcia na siłowni czy fitness są o wiele lepsze. Dlatego zupełnie się z Toba zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ćwiczyłam w domu w miarę regularnie po zakupie maty, piłki do pilatesu i ekspanderów - dopóki nie opadła euforia związana z posiadaniem tych przedmiotów. Ogólnie ćwiczenia domowe traktuję jako dodatek do aktywności fizycznej, podstawą jest trening na siłowni, a w domu w wolnej chwili mogę sobie zrobić jakieś brzuszki czy rozciąganie.

      Usuń
  5. ja wolę poćwiczyć w domu, ale to pewnie przez moją fobię społeczną ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie na dłuższą metę treningi domowe się nie sprawdzają.

      Usuń
  6. Popieram, w domu byms ie nigdy nie zebrała, a na siłowni jest masa ludzi która stara się tak jak ja :)

    Pozdrowionka,
    Smiley
    https://www.facebook.com/SmileyProjectPL/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak widzimy u innych efekty to nas to jeszcze bardziej motywuje ;) Tzn mnie :D

      Usuń
  7. Ja też nie lubię ćwiczyć w domu, ale na siłownię nie chodzę. U mnie najlepiej sprawdza się aktywność fizyczna na zewnątrz :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na zewnątrz tylko sezonowo rower i bieganie, ale tak jak wspomniałam wcześniej - jedynie jako uzupełnienie treningów na siłowni.

      Usuń
  8. Masz rację, szczególnie z tym, że jak płacę, to mam motywację, żeby chodzić, bo szkoda byłoby zmarnować te pieniądze. Sprzęt na siłowni też jest lepszy, niż domowy, jeśli w ogóle jakiś mamy. Ale z trenerami jest różnie, swego czasu chodziłam na siłownię dla kobiet i tam nikt nie interesował się tym, kto, gdzie i jak ćwiczy. Osobiście wolę domowe treningi z Chodakowską, ale siłownię też dobrze wspominam, pewnie jeszcze kiedyś wykupię karnet :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze są te siłownie, gdzie chodzą kobiety i mężczyźni. Kiedyś, jeszcze podczas studiów, chodziłam na zumbę do fitness klubu typowo dla kobiet, była też siłownia. Moja przygoda tam nie trwała długo bo właśnie nikt się nie interesował klientem. I może przez to miałam taki przestój ze sportem i dopiero półtora roku temu znalazłam fajną siłownię, a niedawno ją zmieniłam, ale obie uważam za bardzo dobre bo są trenerzy, pomagają, jest dobry sprzęt i nie ma rewii mody i obgadywania jak w typowo kobiecych fitnessach.

      Usuń
  9. Mam trzy rozpraszacze, jeden głośniejszy od drugiego i ciężko się skupić na jakości ćwiczeń kiedy wokół harmider. Do siłowni mam awersję, ale takie grupowe spocenie się pod okiem trenera to mi się teraz marzy - dla "mamusiek na macierzyśnkim" to wyjście z domu, rozmowy na poziomie 1+, ludzie wołają do mnie po imieniu, za nogę ciągam się jedynie sama przy rozciąganiu.Haj lajf:)

    OdpowiedzUsuń