12 listopada 2015

Lovely Wild Cat Eye

Jakiś czas temu na moim Facebooku obiecałam Wam recenzję maskary Wild Cat Eye od Lovely. Co prawda zakupiłam ją jeszcze wiosną, jednak nic o niej nie pisałam. Bo - szczerze powiedziawszy - w tym przypadku za bardzo nie ma o czym pisać, dlatego też wpis ten będzie naprawdę krótki. No, może jedynie o tym, że tusz ma trochę nietypową szczoteczkę i - na dzień dzisiejszy - niewiele ocen na wizażu. 

Tusz kupiłam podczas wiosennej promocji z dwóch powodów - chciałam przetestować kolejny produkt marki Lovely oraz skusiła mnie nazwa. I ta jedyna próba maskary mi wystarczy, na pewno już więcej nie zagości w mojej kosmetyczce. 

Nie mogę powiedzieć, że tusz jest zły, bo miałam w swoim życiu gorsze kosmetyki do malowania rzęs. Lovely Wild Cat Eye jest naprawdę w porządku, ale nie dla mnie. Ma wyrazisty kolor, nie obsypuje się i nie podrażnia, dlatego może przypaść do gustu wielu dziewczynom. Problem tkwi... właśnie w tej nietypowej szczoteczce. Jej kształt zupełnie mi nie odpowiada, w moim przypadku sprawdzają się te wygięte w łuk, ewentualnie proste.

Albo ja coś robiłam źle, albo szczoteczka maskary Wild Cat Eye nie była w stanie "złapać" wszystkich moich rzęs, więc ostatecznie malowałam się samą jej końcówką. 

Nikomu nie odradzam, w moim przypadku szczoteczka zawiodła i to bardzo. Więcej nie kupię tej maskary ponieważ wolę wydać pieniądze na inny tusz od Lovely, na pewno domyślacie się który ;)

16 komentarzy:

  1. U mnie jakoś tusze z Lovely wogóle się nie sprawdzają :/
    Moje rzęsy są z natury leciuteńko podniesione, a po pomalowaniu stają się proste.
    Ale wśród wielu mascar znalazłam swojego ulubieńca - Maybelline The Falsies Volum Express w kolorze Black Drama, dzięki niej rzęsy są fajnie pogrubione i podkręcone tak jak bym używała zalotki :)
    Ps. Spodobał mi się Twój blog więc dodaje do obserwowanych ;)

    Pozdrawiam, Ila ;)
    ilonakasprzycka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam maskarę o której wspominasz, byłam z niej bardzo zadowolona jednak miała jeden poważny minus - po kilku godzinach w pomieszczeniu z sztucznym oświetleniem moje oczy były podrażnione i łzawiły.

      Usuń
  2. Kusiła mnie zw względu na nazwę, ale ta szczoteczka .. sama nie wiem ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku szczoteczka okazała się wielkim minusem tej maskary. Na początku nawet nie wiedziałam jak się zabrać za malowanie tym czymś.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ja mam swojego ulubieńca ;) A reszta bez szału.

      Usuń
  4. Nie miałam tego tuszu, a czytałam tyle różnych opinii, że chyba muszę w końcu sama się przekonać;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja znowu znalazłam niewiele recenzji tego tuszu. Zatem kupowałam go trochę w ciemno i trochę z ciekawości pod wpływem tej nazwy.

      Usuń
  5. mialam bodajze jeden tusz z lovely, nie przypadł mi do gustu - wole dołozyc i byc pewna produktu :)
    buziki, Monia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej przekonał popularny żółtek. Innym razem miałam jakąś kolagenową maskarę tej marki i okazała się porażką. Cóż.... nie każdy tusz do każdego oka ;)

      Usuń
  6. Bardzo lubię maskary z Lovely, ten również miałam możliwość stosować i byłam zadowolona z efektu końcowego.
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Efekt końcowy nie należał do złych.... Jednak operowanie tą szczoteczką to zdecydowanie nie dla mnie ;)

      Usuń
  7. Miałam ją kiedyś i jak dla mnie jest to bubel niestety :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą szczoteczką może chcieli dobrze, ale przedobrzyli. Niestety na niekorzyść.

      Usuń
  8. . Z Lovely lubie tylko Curl pump up. Reszta to buble, ja będę testować ta nowa z rimmela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, sama najczęściej używam tej maskary. Z Lovely jeszcze Up Up To The Sky była w miarę przyzwoita. A tą z Rimmela kojarzę, widziałam na wizażu, zgłosiłam się do testów ale jeszcze nie wiem czy będę w gronie recenzentek.

      Usuń