3 października 2015

Jak Franciszek zepsuł mi urlop - recenzja oleju z nasion malin

Dzisiejszy wpis nie należy do najprzyjemniejszych. Jak wiecie, uwielbiam kosmetyki naturalne i chętnie robię zakupy w Mydlarni u Franciszka. Do tej pory wszystkie kosmetyki świetnie się sprawdzały i oceniałam je bardzo pozytywnie. Niestety przyszedł czas na rozczarowanie i to podczas urlopu.



Produkt, który według zapewnień producenta i sprzedawców miał zapewnić mi piękną opaleniznę, spowodował poparzenia słoneczne. I chociaż olej z nasion malin ma wiele innych zastosowań, to już więcej go nie kupię.



Olej z nasion malin - według producenta - posiada naturalne filtry słoneczne. Ich rozbieżność wydawała mi się jednak podejrzana, ponieważ olejek posiada filtry słoneczne w przedziale od SPF 20 do 50. Różnica spora. Kupując olej zostałam zapewniona, że wybieram naturalne zabezpieczenie przed słońcem, które zagwarantuje mi ochronę przed poparzeniem i zapewni ładną opaleniznę. W naiwności swej uwierzyłam.
W swojej kosmetyczce posiadałam kremy z filtrem, jednak pewnego dnia zdecydowałam się na kąpiel słoneczną po zabezpieczeniu się olejkiem. Efekt? Po dwóch godzinach plażowania poparzona na czerwono skóra i różowy nos.



Oczywiście można bronić kosmetyku stwierdzeniem "Trzeba nie było tyle siedzieć na słońcu". Tylko ten argument mnie nie przekonuje - po to wyjeżdżam na urlop do ciepłego kraju by siedzieć na słońcu, a zadaniem kosmetyku ochronnego jest.... uwaga..... ochrona.


Za 50 ml produktu zapłaciłam 34 zł. W przypadku takiej pojemności jest to sporo, jednak rozumiem - kosmetyki naturalne mają swoją cenę. Oczekuję od nich jednak, że będą spełniać w 100 proc. swoje zadanie. Resztę olejku wykorzystam do zwykłego nawilżania skóry i zapewniam siebie i Was, że już nigdy nie pojawi się on wśród moich kosmetyków. Biorąc pod uwagę, że ma on inne zastosowania nie odradzam Wam kupna. Ale przestrzegam przed wiarą, że zastąpi Wam krem ochronny podczas kąpieli słonecznej.

Powyżej zamieszczam Wam print screen ze strony internetowej, gdzie możemy wyczytać o badaniach naukowych o właściwościach absorbowania promieni UV na poziomie SPF20-50. Jest widoczny również fragment o innym zastosowaniu olejku. Potwierdzam, że jest lekki i bardzo dobrze się wchłania, a skóra jest nawilżona. Jednak te zalety mają inne kosmetyki które już sprawdziłam, dlatego pozostanę wierna tym produktom, które nie zrobiły mi żadnej krzywdy. Zamiast płacić 34 zł za olej z nasion malin, wolę zainwestować 38 zł w olej kokosowy który jest jednym z najlepszych kosmetyków pielęgnacyjnych.

1 komentarz:

  1. To rzeczywiście ochronny olejek ;/ Nie dziwię się, że więcej go nie kupisz, szkoda że dał takie efekty, bo myślałam, że olejek z nasion malin ma naprawdę dobre właściwości, ale widocznie nie ochronne, a szkoda.
    Obserwuję i zapraszam do siebie www.kacikwandy.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń