22 czerwca 2015

Wyspy Tremiti - mój mały raj

Gdy za oknem chłodno jak na czerwiec, wracają ciepłe wspomnienia. Nie tylko poprzedniego, gorącego weekendu, lecz także te sprzed kilku lat. Dlatego dziś wpis bardziej wakacyjny, szczególnie polecany miłośnikom Włoch oraz osobom lubiącym odkrywać nowe, mniej znane miejsca.



Nie ulega wątpliwości, że cała Italia jest przepiękna, jednak w moim przypadku największe wrażenie zrobiły te miejsca, które nie są wśród nas - Polaków - tak popularne. Jednym z takich miejsc są Wyspy Tremiti.

Wyspy Treimiti odwiedziłam jakieś 4 lata temu i pewnie nie opublikowałabym tego wpisu na swoim blogu, gdyby nie post Katsuumi o wyspach idealnych na wakacje. Widząc tytuł wpisu od razu przyszło mi na myśl skojarzenie z pięknym archipelagiem na Morzu Adriatyckim.Weszłam na bloga, zastanawiając się czy znajdę tam coś o moim ulubionym zakątku Włoch. A że znalazłam sporo informacji o innych wyspach, zdecydowałam sama coś stworzyć o Wyspach Tremiti.






Odwiedziłam je jakieś 4 lata temu podczas pobytu w równie mało znanym włoskim miasteczku Termoli, z którego na Wyspy Treimiti można było dostać się promem. Przy odrobinie szczęścia lub dzięki długiemu i cierpliwemu przyglądaniu się falom, można po drodze zauważyć delfiny, a opływając barką poszczególne wyspy, przy dobrych warunkach pogodowych, można dostrzec zatopiony pomnik Ojca Pio. Ciekawostką jest, że właśnie w tym miejscu odbył się podwodny ślub, który został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa, a niedługo później ten rekord został pobity w moim rodzinnym mieście na terenie bazy nurkowej ORKA - dzięki temu, że podczas ceremonii zanurkowało więcej osób niż we Włoszech. Nie chcę kraść zdjęć z innych stron, dlatego jeśli ciekawi Was jak wygląda ten pomnik, odsyłam tutaj.

Archipelag Tremiti to jedyne włoskie wyspy znajdujące się na Morzu Adriatyckim, zamieszkiwany przez niecałe 400 osób żyjących głównie z turystyki, rybołówstwa i upraw. W skład wchodzą wyspy: San Domino, San Nicola, Capraia, Cretaccio i Pianosa, z czego tylko dwie pierwsze są zamieszkiwane oraz goszczą turystów. Reszta wciąż pozostaje w dyspozycji samej natury. Jak łatwo się domyślić - komunikacja między wyspami jest możliwa tylko drogą morską, a więc wszelkiego rodzaju barkami, kajakami, pontonami czy motorówkami.

Największe wrażenie zrobiła na mnie San Nicola, będąca centrum administracyjno - historycznym całego archipelagu. Znajdują się tu m.in. piękne, naturalnie powstałe tarasy widokowe z których można podziwiać okolicę oraz potężne opactwo założone przez Benedyktynów.





Choć dziś miejsce to wydaje się być rajem, nie zawsze było idealnie - po tym, jak Burboni założyli na wyspie więzienie, rozwój archipelagu nie szedł w takim kierunku, w jakim powinien, dlatego w końcu sprowadzono tam ok. 200 kobiet z neapolitańskich tawern by podnieść przyrost naturalny na wyspie.

Inna zamieszkała wyspa, San Domino, również stanowiła pewnego rodzaju więzienie - to tutaj Mussolini zsyłał mężczyzn o odmiennej orientacji seksualnej by w ten sposób odizolować ich od reszty włoskiej społeczności. Dziś San Domino to centrum turystyczno - rolnicze wysp, chociaż poza hotelami, restauracjami, lasem i drogą ma niewiele do zaoferowania. Za to od strony morza czy na samym brzego oferuje niezwykle piękne widoki - od strony wody zobaczycie każdą z wielu grot, skał o ciekawych formach i łuki wyrzeźbione w skałach, a jeśli chodzi o sam brzeg to nie wiem jak Wam, ale mi po prostu po całym dniu zwiedzania, spacerowania, plażowania itp. ogromną przyjemność sprawia wdrapanie się na jakiś kamienny nasyp o który rozbijają się fale i bezcelowe siedzenie tam ;) Wyspa ta jako jedyna posiada maleńki skrawek piaszczystej plaży, teoretycznie prywatnej, ale praktycznie jeśli nie zapłacicie za leżak tylko rozbijecie się ze swoim kocem czy ręcznikiem - nikt Was nie wygoni. Jednak ponieważ wraz ze znajomymi ulokowaliśmy się przy samym brzegu (bo nigdzie indziej nie było miejsca) nasze ręczniki szybko zostały zmoczone, więc zrezygnowaliśmy z plażowania na rzecz trzygodzinnego siedzenia w wodzie i pływania. 



Jeśli chcecie poczytać jeszcze więcej na temat Wysp Tremiti i zobaczyć sporo naprawdę pięknych zdjęć z tego miejsca, odsyłam Was na bloga Kalejdoskop Renaty, gdzie zresztą znajdziecie sporo innych opisów włoskich miejsc. Dużo informacji o wyspach poda Wam też sam wujek Google.




A poniżej kilka - mam nadzieję - przydatnych wskazówek, na podstawie własnych doświadczeń:

  • Wodę weźcie sobie w takiej ilości, by wystarczyła Wam na przeprawę promem (w zależności od miejsca z którego płyniecie - zorientujcie się ile to potrwa. Ja z Termoli płynęłam chyba półtorej godziny) oraz opływanie wysp barką (trwa to może ok. 45 minut). Przed wycieczką uwierzyłam, że ze względu na swojego rodzaju odcięcie od reszty świata, ceny na Wyspach Tremiti są bardzo wysokie. Woda miała rzekomo kosztować tam 8 euro. Na miejscu okazało się, że ceny są takie same jak w reszcie kraju, a my musieliśmy dźwigać zapasy wody. Na miejscu kupiliśmy sobie za to piwo. Za 2 euro. Czyli tragedii cenowej nie ma. 
  • Sama cena wycieczki jest uzależniona od tego, skąd płyniecie. Mnie przeprawa promem w obie strony oraz zwiedzanie wysp z barki kosztowało chyba 35 euro. Ale to było kilka lat temu.
  • Ciekawostką jest, że jeśli macie chorobę morską to nie musicie się martwić. Gdyby zaczęło Was szarpać to dosłownie znikąd na pokładzie obok Was pojawi się facet który wręczy Wam reklamówkę byście mogli sobie ulżyć. Widok kilku rzygających Polaków dziwił tylko.... Polaków, chociaż ja starałam się odwracać wzrok by hmmmm..... nie zawstydzać znajomych podczas tego, jak "wyrzucają z siebie niechęć do morza" :P. Włosi nie zwracali na to uwagi, więc chyba to u nich normalne. 
  • Jak dopłyniecie promem do brzegu San Domino to przesiądziecie się na barkę. Ok. 45 minut będzie trwała wycieczka wokół wysp z postojem na kąpiel - jeśli lubicie nurkować to będziecie mieli okazję zanurzyć się mniej więcej w tym miejscu, gdzie znajduje się zatopiona statua Ojca Pio. Później zostaniecie wysadzeni na San Nicola gdzie będziecie mieli godzinę czasu na zwiedzanie. Ale jak odpłynie Wam barka to kolejna przypłynie za godzinę. Aaaa.... sternik i przewodnik mówią po włosku, więc zrozumiecie tyle co zobaczycie.
  • Na Wyspie San Nicola nie pijcie za dużo alkoholu, a nawet na trzeźwo uważajcie jak chodzicie - miejscami droga jest bardzo stroma a kamienie niezwykle śliskie. Moje chodzenie w sandałach przypominało bardziej jeżdżenie, więc kilkakrotnie rozważałam czy po prostu nie siąść na tyłku i w ten sposób posuwać się w dół. Oczywiście jest winda, ale dla mnie większą przyjemnością był spacer.
  • Płynąc tam nie nastawiajcie się, że dogadacie się po angielsku. Oczywiście przy odrobinie szczęścia traficie na kogoś mówiącego w tym języku, ale najprawdopodobniej będzie to jakiś obcokrajowiec który przyjechał tam popracować w wakacje. Nauczcie się kilku słów po włosku.
  • Pilnujcie godziny powrotu - jak Wam ucieknie prom to kolejny za 24 godziny.
  • Chociaż jest to gorące miejsce, weźcie sobie coś do zarzucenia na ręce w drodze powrotnej. Gdy po 19.00 wypłynęliśmy na pełne morze zaczęłam w pewnym momencie dygotać z zimna. Dopiero po dopłynięciu na ląd zrobiło mi się cieplej.

21 komentarzy:

  1. Na mnie zawsze taka piękna przezroczysta i niebieska woda robi niesamowite wrażenie :). Z chęcią bym się kiedyś wybrała w takie miejsce ::)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę by to nastąpiło jak najprędzej :) Mnie zawsze pociągały takie jeszcze nie do końca odkryte miejsca, gdzie turystyka się wkrada, ale jeszcze nie przesiąknęła danego miejsca. Tak jak na wyspach Tremiti - piękno tego miejsca to efekt działań natury, a nie człowieka.

      Usuń
  2. W całych Włoszech za wyjątkiem dużych miast jest problem z angielskim... ale czy to rzeczywiście jest problem? Przecież włoski język jest taki piękny :) A relacja bardzo ciekawa i na pewno pomocna dla kogoś, kto zapragnie tam pojechać. Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga o szkicowaniu we Włoszech i nie tylko :)
    http://sketchesoftravel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, język włoski jest przepiękny i przyjemnie się go słucha. I nawet łatwo idzie opanować podstawowe zwroty. Jednak w jakiejś poważniejszej sytuacji dobrze jest mieć możliwość podratowania się angielskim czy niemieckim. :)

      Usuń
  3. Ja na szczęście nie widziaąłm jeszcze osób z chorobą morską na statku, więc miałam oszczedzone widoki - na szczescie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam z grupą, w której niektóre osoby potrafiły spędzić większą część rejsu w toalecie, a ci, dla których miejsca zabrakło tam, z głowa w reklamówce. :D

      Usuń
  4. Szkoda, że takie malutkie zdjęcia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety przez długi czas blogowania to był mój błąd, że nie przywiązywałam wagi do wielkości zdjęć we wpisach :/

      Usuń
  5. szkoda, ze zdjecia na bogu takie malutkie, chetnie zoboczylabym je w wiekszym rozmiarze

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia i ten błękit wody jest urzekający. Fajnie by było tam pojechać!

    OdpowiedzUsuń
  7. Włochy są takie piękne! I ta woda - wygląda jak przy rajskiej plaży!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najbardziej rajskie miejsce we Włoszech, jakie widziałam. ;)

      Usuń
  8. Niesamowite miejsce dla kogoś, kto kocha fotografię. Plus kilka cennych wskazówek. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, można tam wykonać wiele plenerów fotograficznych. Sama zrobiłam tam sporo zdjęć, bo miejsce niezwykle piękne i warte uwiecznienia.

      Usuń
  9. Zmdliło mnie przy tekscie o bujaniu i reklamówce piękne zdjecia wspaniałw wspomnieniq zycze szybkiego powrotu w te okolice dla mnie polskie może to szczyt marzeń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę zatem szybkiego wyjazdu tam, gdzie chcesz. ;)

      Usuń