12 czerwca 2015

Co się stanie gdy zjesz mięso?

Zdaję sobie sprawę że ten wpis może wzbudzić niesmak i oburzenie wielu osób, na czele z tymi których światopogląd został stworzony przez stereotypy narzucone przez kulturę w której żyjemy. Ale wiecie jak to jest... mój cyrk - moje małpy, mój blog - moje myśli.



Jak myślicie, co stanie się gdy zjecie mięso? Otóż to zależy od tego, jakie zjecie mięso i od tego kto Was oceni.



Przeczytałam wczoraj na onecie o jakiejś aferze bo gdzieś na południu Chin z okazji jakiegoś święta planowane jest zjedzenie psów. Chińczycy mają swoją tradycję a obrońcy praw zwierząt z całego świata ingerują w to, co skośnoocy mają włożyć do garnka. Czytam i zastanawiam się jak to możliwe że tyle osób na łeb upadło (choć pewnie po tym wpisie niektórzy uznają, że to ja upadłam) . Chińczyk chce zjeść psa - aktywiści szaleją. Ja wczoraj zjadłam na obiad kurczaka, którego też wcześniej ktoś musiał zabić - żaden świr od praw zwierząt nalotu na kuchnię mi nie zrobił i nie protestował pod moją lodówką. Człowiek został stworzony jako istota mięsożerna. Zwierzęta są mięsem. Żeby je zjeść trzeba je zabić, innej rady nie ma. Jedni lubią wieprzowinę a inni mięso z psa czy kota i nic nam do kulinarnych upodobań drugiej osoby. 

W naszej kulturze zjadanie psa to skandal, w innej norma. U nas zabijanie i zjadanie prosiaków to nic nadzwyczajnego, u innych to nie do pomyślenia. Dla Hindusa krowa jest święta, a ja lubię steki. I gdyby jacyś Hindusi zaczęli mnie z tego powodu potępiać, w najlepszym wypadku wyśmiałabym ich. Gdyby chcieli mnie powstrzymać przed kontynuowaniem upodobań kulinarnych i używali przemocy - w obronie swej również użyłabym przemocy. Dla Hindusa krowa to świętość, dla mnie zwierzę gospodarcze którego przeznaczeniem jest osiągnięcie statusu podstawy mojego obiadu. A jak nie mojego to czyjegoś innego. Pies to przyjaciel człowieka- bo takie miano mu nadaliśmy w NASZEJ kulturze. Chińczyk natomiast patrzy na psa i kota w taki sam sposób jak my na krowę, indyka czy koguta i wypada to uszanować. Bo ja też nie życzę sobie, by ktoś potępiał mnie za to, że przyrządzam sobie udka z kurczaka, pasztet z królika czy steki wołowe. Zatem aktywistom broniącym praw psów polecam mały rachunek sumienia w którym podsumują ile razy od początku tego roku złamali prawa krowy, wieprzka czy kaczki. Ewentualnie mogą przerzucić się na jedzenie trawy a te wszystkie chińskie psy przyjąć pod swój dach.

Jednym z problemów na który zwracają uwagę aktywiści jest traktowanie zwierzaków, które mają iść na ubój. Oczywiście - jest to przykre. Psy i koty w Chinach są traktowane przedmiotowo, jednak u nas w Polsce wcale lepiej nie traktuje się kaczek, świń czy królików przeznaczonych na ubój. Sama wielokrotnie widziałam transporty koni, kur czy krów na rzeź. Naprawdę smutny widok i serce mi się krajało. Jednak czy rezygnując z jedzenia mięsa jesteśmy w stanie cokolwiek zmienić? Nie. Oczywiście mogę przerzucić się na picie wody i jedzenie kiełków, ale podejrzewam, że mój organizm by tego nie zniósł, chociażby ze względu na brak tych składników, które znajdę w mięsie. Z pozycji konsumenta nie mamy wpływu na to jakie warunki panują podczas hodowli, ewentualnego transportu i uboju zwierząt. W tym przypadku może pomóc jedynie zmiana prawa, a nie przytakiwanie aktywistom. A z pozycji konsumenta bardziej lubię steki wołowe niż krowę pochodzącą z hodowli w świętokrzyskiej wsi. Wy na pewno też. Chińczyk myśli analogicznie o psie i kocie.

6 komentarzy:

  1. Lubię mięso i nie wyobrażam sobie siebie jako wegetarianki, ale znam osoby które sobie doskonale radzą bez mięsiwa i są zdrowe jak ryby:) Najważniejsze to robić wszystko zgodnie z własnym "ja" i nie oceniać i krytykować innych:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gadasz mądrze, jednak nie zgadzam się, że człowiek został stworzony jako mięsożerca. Z punktu widzenia biblijnego - Bóg dopiero po potopie pozwolił ludziom spożywać mięso - i z punktu widzenia medycznego - żołądek ludzki nie trawi mięsa, ono gnije w żołądku. Jest mnóstwo dokumentów i badań na tej temat, poczytaj. ;)
    Mimo to i tak jem mięso, smakuje mi po prostu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - mi też bardzo smakuje ;) Dzięki za poprawkę ;) Moje niedoczytanie, faktycznie ;)

      Usuń
  3. Poprawka - człowiek to nie mięsożerca. Gdyby tak było, to jadłabyś samo mięso, żadnych warzyw, owoców, makaronów czy czego tam jeszcze. Czyli wszystkożerca. A i to nie do końca, bo tak naprawdę żaden człowiek gołymi rękoma krowy nie upoluje ani nie upolował. Nie jesteśmy ani szybcy, ani nie mamy ostrych kłów i pazurów - z punktu widzenia przyrody jesteśmy fizycznie ciotami :p Umiemy tylko wchodzić na drzewa, jak małpy, żeby coś nas na ziemi nie pożarło :) Dopiero mózg pozwolił nam na wytworzenie narzędzi, ale stworzył z nas także ludzi - coś innego od zwierząt. Z kwestią psów w Chinach się zgodzę - różne kultury jedzą różne rzeczy i zjedzenie krowy a psa to w sumie to samo. Ale przytakiwanie aktywistom zmienia postać rzeczy :) Bo widzisz - oni jednak jakieś tam prawa zwierząt wywalczyli. Oni wpływają na to, że z biegiem czasu te zwierzęta traktuje się lepiej. Gdyby 20 lat temu każdy powiedział, że nic się nie da zmienić, bo trzeba zmienić prawo, a jednocześnie nic z tym nie zrobił, to dzisiaj zwierzęta nie miałyby żadnych praw. Tak samo jak np. z prawami kobiet. Ktoś musiał wstać i zacząć coś robić, a to wymogło zmianę prawa. I na kiełkach da się żyć, uwierz mi :) Wiem, że nie jest to dieta dla każdego, niektórzy nie chcą albo naprawdę nie mogą i to ich wybór. Ale w mięsie nie ma takich rzeczy, których by się kompletnie nie dało zastąpić. Żyję bez niego już 6 lat i... żyję ;) I wierzę, że jednak to coś zmienia. Jeżeli milion ludzi je mięso, a nagle z tego miliona sto tysięcy przestanie - nie zmieni to niczego? Bo mnie się wydaje, że zapotrzebowanie na mięso maleje, więc ginie mniej zwierząt :) Nie da się zmienić świata w pojedynkę, ale grupą już tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam że tyle lat nie jesz mięsa. Mi po prostu ono bardzo smakuje i nie potrafiłabym z niego zrezygnować. Kiedyś próbowałam - tak dla eksperymentu, czegoś na zasadzie postu, ale nie wytrzymałam dłużej niż półtora tygodnia.

      Usuń