29 maja 2015

Fejsem połączeni, fejsem podzieleni - o relacjach międzyludzkich w dobie mediów społecznościowych

Zastanawialiście się czasem, jak Wasze relacje z niektórymi ludźmi wyglądałyby, gdyby nie było Facebooka? Ja jestem w tej komfortowej sytuacji, że nie muszę się zastanawiać tylko mogę sobie przypomnieć - jako osoba urodzona w drugiej połowie lat osiemdziesiątych przeżywałam po kolei rozwój SMS-ów (dorastałam w tych czasach gdy cena za jednego wahała się w przedziale 0,50 - 1,00 zł), puszczania sobie krótkich sygnałów, czatowania, rozmów na GG, prezentowania się na fotka.pl by w końcu zadomowić się na portalach społecznościowych.

Mało tego - pod koniec lat dziewięćdziesiątych nie każdy miał w domu stały dostęp do Internetu, co dla współczesnej młodzieży jest zapewne trudne do wyobrażenia. A jednak jakoś żyliśmy ;)

Czy lepiej? Nie wiem. Ale na pewno wiem, że wszyscy poświęcaliśmy sobie więcej czasu w życiu realnym. Sama prywatnie korzystam z wielu portali społecznościowych i jestem w nich bardzo aktywna, mało tego - sam Internet bardzo ułatwia mi życie, chociażby w takim zakresie jak płacenie rachunków, dzięki czemu jednym kliknięciem mogę zaoszczędzić czas który wcześniej traciłam na stanie w kolejkach na poczcie czy banku. Jednak nie daję się zwariować i nie dopuszczam, by życie wirtualne wyparło to realne. Facebook czy Instagram, podobnie jak blog ma być moim miejscem W SIECI, a nie w życiu.


Bodźcem do napisania tej notki było kazanie mojego znajomego księdza który akurat odprawiał mszę w intencji pewnej osoby z mojej rodziny. Sporo mówił o Facebooku i o tym, jak go używać by nie burzyć relacji.

Po pierwsze - chociaż na Facebooku czy na nk.pl budujemy swojego rodzaju sieć kontaktów i relacji, tak naprawdę nie są to głębokie relacje. W prawdziwym życiu nie da się rozmawiać na 5 różnych tematów z 5 różnymi osobami. Na fejsie się da. Ale czy jesteśmy w stanie w każdą z tych rozmów głęboko się zaangażować, dokładnie w ten sposób jak podczas spotkania w cztery oczy? Nie wiem jak Wy, ale ja jestem w stanie poświęcić więcej uwagi rozmówcy siedząc z nim przy jednym stoliku i pijąc kawę, a nie leżąc w łóżku i klikając w tym czasie z kilkoma innymi znajomymi na inne tematy, lajkując przy tym zdjęcia innych.

Po drugie - dawniej jak chłopakowi podobała się jakaś dziewczyna, musiał się wysilić i zagadać. Dziś wszyscy wszystkich lajkują a jeden facet potrafi napisać kilku, a nawet kilkunastu dziewczynom ten sam komentarz dotyczący ich urody. Czy wyobrażacie sobie, by jakiś facet na dyskotece klepał po ramieniu każdą dziewczynę i każdej powtarzał "Masz najpiękniejsze oczy jakie widziałem" ? W Internecie to nikogo nie rusza, ale przeniesienie takiego zachowania na życie realne zapewniłoby mu w najlepszym wypadku łatkę desperata bądź idioty, a w trochę gorszym wypadku złamanie nosa lub utratę przynajmniej jednego zęba.

Po trzecie - prezentacja niektórych treści w social media sprawia, że niektóre spotkania tracą sens. Mam tu głównie na myśli publikację zdjęć wakacyjnych. Pamiętam czasy kiedy po powrocie z wakacji człowiek spotykał się ze znajomymi i wszyscy przynosili albumy pokazując bliskim albumy. Dziś na spotkania nie musimy zabierać zdjęć, bo większość trafia na fejsa. Sama zamieszczam zdjęcia ze swoich wypadów, jednak staram się nie robić całej fotorelacji, lecz wrzucić kilka moim zdaniem najlepszych zdjęć. Resztę pokazuję rodzinie i znajomym podczas spotkań.

Po czwarte - serwujemy innym zbyt wiele informacji o sobie, które powinniśmy chronić. Np. zdjęcie dziecka, informacja o stanie zdrowia bliskiej osoby, zmiana statusu związku. Czy naprawdę chcemy, by te wiadomości widziało ok. 500 osób, z czego większość to ludzie, którzy przewinęli się tylko przez nasze życie i już ich w nim nie ma? Sama staram się na swoim profilu z mniejszym bądź większym skutkiem ważyć publikowane treści, bardzo pomocna jest też dla mnie funkcja "ustawienia prywatności".

Po piąte - tak naprawdę prowadzenie konta w portalu społecznościowym nie ma w naszych relacjach z innymi nie jest nastawiona na "Chcę się dowiedzieć co u Ciebie" lecz na "Zobacz co u mnie". Osobiście nie widzę w tym większego zła, w końcu nasz profil to nasza wizytówka i prezentujemy tam treści o sobie. Ważne tylko, by pamiętać o innych, bo jednak głównie dla kontaktu z nimi tam jesteśmy. 



Są osoby, które uważają, że Internet to zło burzące relacje między ludźmi. Osobiście uważam, że to bardziej jak dylemat co zabija - amunicja, czy człowiek pociągający za spust. Wszystko jest dla ludzi, ale nawet media społecznościowe warto potraktować w kategorii używki czy witaminy - w odpowiedniej ilości daje wiele, w nadmiarze może zaszkodzić.



A a kilka dni bonus - grupy znajomych obok zachowań których nie mogę przejść obojętnie. Mam oczywiście na myśli ich sposób prezentacji w social mediach.

25 komentarzy:

  1. U mnie wiele Fb relacji przerodziło się w coś trwałego i realistycznego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, zdarzają się takie przypadki i to jest godne pochwały ;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawie piszesz. O życiu co najważniejsze. Dodaję Cię do obs.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Chętnie i do Ciebie zajrzę.

      Usuń
  3. Wszystko co tu jest napisane jest prawdą. Wszystko jest sztuczne, przyjaźnie nie są trwałe, ludzie inni. Zapraszam też do mnie na bloga. ''Ujawniasz swoje emocje i uczucia? Jesteś nikim...'' http://takpoprostuzyc.blogspot.com/2015/05/ujawniasz-swoje-emocje-i-uczucia-jestes.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki Fb wiele relacji przetrwało - np. znajomości z wakacji. Jest znacznie prościej, bo nawet jak stracę numery telefonów, to mogę odezwać się an Fb, prawda?

    Przez portale społecznościowe zrozumiałam, jak wiele osób mnie wkurza :P Np. wrzucaniem milijonów zdjęć swoich pociech w różnych konfiguracjach ubrankowych (jedna znajoma potrafiła na Fb zamieścić ok. 10 zdjęć swojego dziecka - każde w innym ubranku, i tak kilkuset jej znajomych poznało: Kubusia [imię zmyślone] w ubranku na poranek, w ubranku południowym, ubranku na obiadek, ubranku na drugie śniadanie itd. - oszaleć można było, oczywiście, osobę zablokowałam).

    Co do zdjęć z wakacji - masz 100% racji. Kiedyś jak się wracało, to się umawialiśmy i wszyscy oglądaliśmy wspólnie albumy. Staram się wrzucać mało zdjęć, najczęściej widoczki, ale też pojedyncze egzemplarze raczej. Ze ślubu też wrzuciłam ze 2 zdjęcia (z czego jedne z okazji pierwszej rocznicy;) ), a tak to pokazuję wszystkim album ;) Inna kwestia, że mam wielu znajomych mieszkających za granicą, spotkać się trudno, ale też staram się przesłać zdjęcia w inny sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też doceniam rolę Facebooka w podtrzymywaniu relacji z wakacji czy studiów. Ale czuję lekki niedosyt - kiedyś, jeszcze w gimnazjum a nawet w liceum ze znajomymi z wakacji utrzymywaliśmy kontakt poprzez listy, od czasu doc czasu posłaliśmy sobie jakieś SMS-y. A dziś - tylko klikamy lajki.
      Przykłady zdjęć z dziećmi o których piszesz też mam okazję obserwować. Wkrótce zapomnę jak wyglądają niektórzy moi znajomi, bo ich profile od dawna zaspamowane są Majami, Zuziami, Marinami, Kevinami i Ignasiami.

      Usuń
    2. Dokładnie. Zgadzam się z Tobą. Ja rozumiem wrzucić czasem jakąś fotę, sama chętnie zobaczę dziecko koleżanki, ale zalewanie fejsa mnóstwem zdjęć - no, nie kupuję tego. Raz usłyszałam, że to zrozumiem jak zostanę matką. Cóż, znam wiele mam w naszym wieku, które tak się nie zachowują, co oznacza, że to jest możliwe! Że da się nie wrzucać pierdyliarda zdjęć dziecka umazanego marchewką na Fb. Kurde, mam kumpele, które przesyłają mi takie foty prywatnie - bo się z nimi przyjaźnię, bo mieszkają za daleko, żeby się regularnie spotykać, a chcę widzieć jak ich pociecha rośnie, bo to akurat mnie interesuje. No ale - można prywatnie? Można. Ale po co? Lepiej niech 500 moich znajomych zobaczy Brajanka w dziwnej pozie i grymasem na twarzy...

      Usuń
  5. Jako introwertyczka, bardzo sobie cenię, że mogę pasywnie otrzymywać kontakt z ludźmi na FB, tzn wiem co u nich bez żadnego wysiłku ze swojej strony, bez wychodzenia "do ludzi" i ciężaru społecznych interakcji ;). No i ze zdjęciami też masz rację. Jak ja nie znosiłam tych cudzych zdjęć z wakacji! Mało co tak mnie nudzi jak cudze zdjęcia. Na FB mogę je sobie po prostu przewinąć. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znowu bardziej cenię sobie ten wysiłek kontaktu ;)

      Usuń
  6. Jak chodzi o facebooka, to chyba i tu obowiązuje jedna złota zasada, która tak naprawdę obowiązuje zawsze i wszędzie - wszystko z umiarem! Facebook może być fajnym narzędziem, dla człowieka, który nie jest bezmyślny i który potrafi zrobić z niego dobry użytek :) Jednak nic i nigdy nie zastąpi realnych relacji w realnym świecie :) Dobry temat. :) I potrzebny. Pozdrawiam słonecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie ujęte ;) Właśnie - FB to narzędzie, którym trzeba się odpowiednio posługiwać ;)

      Usuń
  7. A ja uwielbiam facebooka, szczególnie od momentu kiedy urodziła się moja córka i nie mam tyle czasu co kiedyś na spotkania z ludźmi. Kiedy mam możliwość spotkania to super, ale bardzo mnie interesuje co słychać u dalszych znajomych i rodziny, a bez tego narzędzia nie miałabym szansy być na bieżąco. Jednak to prawda, że informacje jakie ludzie publikują są czasem ... zaskakujące. Sama nie oznaczam statusu związku, nie piję sobie z dzióbków z mężem, co więcej: męża w ogóle nie mam w kontaktach, wychodząc z założenia, że nie ma po co, przecież rozmawiam z nim codziennie. Ale też uważam, że każdy sam decyduje jaką ekspresję ma w internecie. Jak nam coś nie odpowiada, możemy to zablokować jednym klikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja fejsa i inne emdia społecznościowe też uwielbiam, ale właśnie staram się selekcjonować informacje. Podoba mi się to co piszesz o mężu - rozmawiasz z nim na co dzień, więc nie przenosisz tego w wirtual i wiele osób powinno się tego od Ciebie uczyć. Rozumiem, że ma się dodanego do znajomych męża czy chłopaka, ale prowadzenie z nim dyskusji na wallu to już przesada, a znam wiele par które tak robią. I nie rozumiem tego - zamiast rozmawiać realnie, wypisują sobie wzajemnie komplementy i prowadzą dyskusje na oczach innych internautów.

      Usuń
  8. Zgadzam się z Tobą, wszystko jest dla ludzi. Jeśli ktoś dzieli się swoim życiem jak paczką cukierków z każdym kogo spotka, wtedy Facebook może się zemścić. Kiedyś przychodząc na rozmowę kwalifikacyjną polecono mi usiąść przy stoliku managera, gdzie stał jego laptop- zerknęłam z ciekawości, a tam?! Mój profil na Facebooku! Od zawsze miałam ustawione opcje ukrywania zawartości przed nieznajomymi, ale ta sytuacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że trzeba to robić z dokładnością. Szczególnie że teraz każdy post może mieć inne ustawienia prywatności. Osobiście uwielbiam Facebook messengera- dzięki niemu ja i mój obecny chłopak mogliśmy rozmawiać codziennie od dnia kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Dzięki niemu odświeżam znajomości sprzed lat. Ale nie jestem jedną z tych która obsesyjnie wkleja zdjęcia tego co robię, gdzie jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś czytałam, że osoby prowadzące rekrutację sprawdzają nas w portalach społecznościowych. Czytałam też, że publicznie powinniśmy udostępniać tylko takie rzeczy o sobie, których nie powstydzilibyśmy się gdyby wisiały na bilbordzie w centrum miasta. Z ustawień prywatności korzystam bardzo często, ponieważ mam w znajomych swoich uczniów z praktyk w szkole i nie chcę by pewne rzeczy czytali czy komentowali. I korzystam też z opcji w drugą stronę - jak ktoś mnie wyjątkowo irytuje to ustawiam sobie, by jego aktywności nie wyświetlały mi się na głównej. To takie delikatne odcięcie się od kogoś bez konieczności usuwania ze znajomych ;)

      Usuń
  9. Ja jestem rocznik 84 więc właściwie dorastałyśmy w tym samym czasie. Jak czytałam o smsach za 0,50 gr czy o fotce.pl wróciły wspomnienia. Wujek Google nie był jeszcze moim wujkiem ;), a referaty pisało się z książek z biblioteki a nieznane słowa sprawdzało się w encyklopedii :) Pamiętam jak będąc na I roku studiów dostałam stałe łącze i kolega przyszedł instalować mi gadu gadu :D:D Co do fejsa - najbardziej rozbraja mnie fakt, że nawet rodzice kolegów ze szkoły podstawowej mojego męża (!) (poznaliśmy się dopiero 6 lat temu a mamy oboje 30 lat :D) chcą dodać mnie do znajomych :D Uważam, że wszystko jest dla ludzi, ale trzeba pamiętać, że życie toczy się w realnym świecie a nie ilość znajomych czy lajków świadczy o wartości człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, pamiętam jak po szkole jechało się do czytelni w bibliotece i przygotowywało referaty na podstawie dostępnych tam zbiorów. Jak ktoś chciał zaszaleć to kusił się na kserowanie, chociaż najczęściej siadało się przy stoliku, czytało i notowało.

      Usuń
  10. Dobre podsumowanie. Używać z głową, to nie zabije. Używać jako dodatku, nie zamiast.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że pokolenie, które rosło razem z rozwojem internetu najlepiej sobie z nim radzi, najwięcej korzysta. Ja jestem z pokolenia, które nawet komórek nie miało a telefon stacjonarny był drogi. Tak, to czas zaraz po erze smoków ;-) Owszem mieliśmy bliskie relacje z realnymi ludźmi ale tymi znanymi z najbliższego otoczenia. Po różnych koloniach, wczasach itp. zostawały adresy ale rzadko się korzystało a najczęściej kończyło się na dwóch, trzech listach. Na te listy tez się trochę czekało, więc problem koleżanki kiedy do mnie dotarł był już problemem nieaktualnym. Obecnie mam wielu znajomych, tez takich poznanych w internecie, którzy są rozlokowani po całej Polsce a czasem i świecie. Nie jestem w stanie do nich codziennie dzwonić. Dzięki fejsikowi mam ogólne pojęcie co u nich słychać, śledzić rozwój dziecka, zobaczyć nową fryzurę przyjaciółki, która jak się zobaczymy nie będzie już taka sama. Korzystałam też z pierwszego portalu randkowego. Nie wiem ja to teraz wygląda, ale trafiałam no normalnych fajnych facetów, spotykaliśmy się w realu, raz wyszło raz nie. Obecnego mężczyzny nie miałabym najmniejszych szans poznać gdyby nie internet. Tak więc internet jak najbardziej na tak ale trzeba z niego umiejętnie korzystać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne podsumowanie, szczególnie to, że osoby dorastające równolegle do rozwoju Internetu to grupa, która potrafi korzystać z niego aktywnie, a zarazem rozsądnie. Oczywiście zdarzają się wyjątki (obserwuję je m.in. wśród moich znajomych), ale to w każdym przypadku ciężko o jedną sztywną regułę ;)

      Usuń
  12. Podobnie jak Ty korzystam z opcji ustawień prywatności. Profil jest widoczny tylko dla znajomych, nie wrzucam zbyt wielu zdjęć, dość rzadko się udzielam na prywatnym koncie. Mam również w znajomych parę osób, które dokumentują każdy swój ruch. Jest to nadzwyczaj irytujące! Dobrze, że FB wprowadził opcję ignorowania postów pojedynczych osób. To bardzo pomocne ;)

    OdpowiedzUsuń