20 lutego 2015

Mydło Biały Jeleń - moje łazienkowe must have

Marka, która przez wiele lat była zapomniana i niedoceniana znów wraca do łask, w tym moich. Przyznam szczerze, że kilka lat temu nie pomyślałabym że tak się polubię z tymi mydłami. Mydła jako tako używałam rzadko, a gdy już używałam to koniecznie jakieś super nawilżające lub o intensywnym owocowym zapachu. Tego typu produktu nie potrzebowałam, gdyż zastępowały mi go żele pod prysznic, płyny do kąpieli i kilka buteleczek różnych specyfików do oczyszczania twarzy. A dziś? Dziś nie wyobrażam sobie mojej łazienki bez mydła Biały Jeleń.

I najlepsze jest w tym wszystkim to, że jedna kostka Białego Jelenia jest w stanie zastąpić mi wszystkie inne (najczęściej płynne) chemikalia, którymi nacierałam się pod prysznicem czy podczas kąpieli. Również wszelkie żele do mycia twarzy zostały znokautowane przez kostkę zwykłego mydła.

Biały Jeleń, podobnie jak inne szare mydła, wiele lat temu był podstawą w łazience. Pamiętam takie mydła jeszcze z dzieciństwa, co jakiś czas pojawiały się u nas w domu w dużych ilościach, ponieważ jak byłam mała mój tata pracował na kopalni, a że urodziłam się pod koniec lat 80. a dorastałam w 90. - moje dzieciństwo miało miejsce w czasach, gdy rodziny górnicze miały pod dostatkiem różne dobra. Przydatne w gospodarstwie domowym i tylko w nim. Jak przez mgłę pamiętam czasy gdy w sklepach nic nie było, a szare mydło było dobrem luksusowym na które w pierwszej kolejności mogły sobie pozwolić rodziny górnicze. Ale za to świetnie pamiętam czasy, gdy półki sklepowe wypełniały się kolejnymi nowościami kosmetycznymi, które każdy chciał mieć. Nasi rodzice zapragnęli zamienić wielką kostkę szarego mydła na białe lub kolorowe intensywnie pachnące kosteczki, z roku na rok coraz lepsze, później obowiązkowym zakupem był żel pod prysznic i wielka butla płynu do kąpieli. Moje dzieciństwo upłynęło pod znakiem testowania nowości kosmetycznych, które wówczas kojarzyły się z luksusem. Bo kto by pomyślał, żeby w latach 60. w jakimś sklepie w Sosnowcu znaleźć jakieś Dove z 1/4 kremu nawilżającego? Ba, kto by w latach 60. pomyślał, że takie produkty kiedyś znajdą się w naszych łaziankach? No a w latach 90. zaczęły królować na wannie, umywalce i pod prysznicem.

Pamiętam czasy, kiedy w końcu używanie takich produktów jak mydło Biały Jeleń stało się obciachowe i było nawet odbieranie jako oznaka gorszego statusu społecznego... To było takie głupie myślenie, że jeśli ktoś używa Białego Jelenia to zapewne nie stać go na mydło Dove (najlepiej z 1/4 kremu nawilżającego) i na żele pod prysznic z Luksji. Reklamy telewizyjne narzucały wszelkie - rzekomo luksusowe - produkty, na które każdego stać, więc czemu miałby ich sobie odmawiać. Dziś twierdzę, że te wszystkie ogólnodostępne luksusy to jedna wielka chemia.

Od prawie roku w pielęgnacji stawiam na naturę, częściowo wymusiły to na mnie uczulenia. Odkąd na poważne zainteresowałam się kosmetykami naturalnymi, najmniej inwazyjnymi, jestem zdziwiona, że tak naprawdę jest w czym wybierać. Biały Jeleń to dziś nie tylko duża kostka szarego mydła. To różne produkty do kąpieli czy mycia włosów, a mydła są dostępne w wielu wariantach. Obecnie zachwycam się mydłem z otrębami pszennymi - stosuję zarówno do mycia twarzy, jak i pod prysznicem czy podczas kąpieli w wannie. Dodam też, że bardzo podoba mi się jego opakowanie - mimo, że bardzo proste, to wyróżnia się na półce wśród tych wszystkich kolorowych papierków w które pozawijane jest ta pachnąca chemia.
Mydełko jest zapakowane w celofan i szarawy kartonik, kojarzy mi się przez to z takimi starymi mydłami, jakie kupowali zapewne nasi rodzice czy dziadkowie.

Ogromny plus tego produktu - poza tym, że jest delikatny i naturalny - to jego uniwersalność. Jedno mydło zastępuje mi żel do twarzy, żel pod prysznic i dobrze sprawdza się podczas kąpieli w wannie. No i ze względu na obecne w mydle otręby ma ono delikatne właściwości peelingujące. Bardzo cenię sobie produkty wielofunkcyjne, ponieważ ich posiadanie to oszczędność miejsca i pieniędzy. Dostępność marki to też spory atut, ponieważ to mydło możemy dostać praktycznie wszędzie.



A teraz ciekawostka: prawdopodobnie obecnie używane mydło pomoże mi rozwiązać wielką zagadkę, nad którą głowią się lekarze a brzmi ona "Co mnie uczuliło?"

Gdy myję nim twarz jedynie namydlonymi rękami to wszystko jest ok, cera oczyszczona, na twarzy pozostaje fajne uczucie. Jednak gdy wczoraj wieczorem umyłam twarz dotykając jej kostką - rano zauważyłam uczulenie na buzi. Z problemem w pół godziny poradziło sobie mało karite (tak, to naprawdę rewelacyjny produkt, kto nie czytał mojej recenzji tego odsyłam tutaj), a ja zadaję sobie pytanie: "Czyżby winowajcą były otręby owsiane?" W końcu przez większość życia nie jadłam owsianek a swoją przygodę z nimi zaczęłam pod koniec 2013 roku. Namiętnie jadałam (i wciąż jadam) nie tylko owsianki ale też ciasteczka owsiane a do omleta również dodaję otręby. Problemy z uczuleniem zaczęły się w czerwcu 2014, więc kto wie - mój organizm nieprzyzwyczajony do tego produktu mógł zacząć wariować). Cóż, jeśli okaże się że dobrze myślę, to wyjdzie na to, że w tym przypadku mydło okazało się mądrzejsze od medycyny (mimo uwielbienia dla otrębów owsianych - chciałabym mieć rację, oznaczałoby to koniec faszerowania mnie lekami odczulającymi, wapnem i ciągłego wysłuchiwania żebym w końcu zaczęła na siebie uważać). Ciekawe jest jednak to, że reakcja uczuleniowa po bezpośredniej styczności z kostką wyskoczyła jedynie na twarzy.

Gdy tak piszę o tym Białym Jeleniu (i sama się sobie dziwię, że można tyle rozpisać się na temat mydła) przypomina mi się moja prababcia. Zawsze powtarzała, że kiedyś przyjdzie ten dzień że ludzie wrócą do natury i najprostszych rozwiązań. Nie wierzyłam jej i nawet mnie to śmieszyło. Dziś jest mi głupio ;)

7 komentarzy:

  1. Super, że tak dobrze się sprawdza :) Prababcia jak najbardziej miała racje :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mydło sprawdza się dobrze, a jeśli okaże się że słusznie pomogło mi w znalezieniu problemu uczuleń to chyba będę je przechowywać w złotek mydelniczce :D

      Usuń
  2. Rzeczywiście w dzisiejszych czasach kolorowych, pachnących kosmetyków, które rzekomo działają cuda zapominamy o "korzeniach". Sama nie wiem, czy byłabym w stanie zrezygnować z tych wszystkich "dóbr" i powrócić do zwykłego szarego mydła. Podziwiam Cię za to :)
    Zapraszam do mnie: http://koralfashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom powrót do natury nie oznacza rezygnacji z kolorowych i pachnących dóbr. Naturalne kosmetyki to także mydełka glicerynowe, cukrowe peelingi czy balsamy na bazie masła shea czy karite - do kupienia w mydlarniach, ja akurat zaopatruję się w Mydlarni u Franciszka.

      Usuń
  3. Kochani, ramach marki Biały Jeleń w pełni naturalne są tylko trzy produkty. Ten tu wyżej w ładnej recenzji w składzie substancje szkodzące dzieciom: (SODIUM HYDROXIDE). Znaleziono inne ostrzeżenia: (SODIUM HYDROXIDE). Oraz substancje komedogenne: (GLYCERIN, PROPYLENE GLYCOL, SODIUM CHLORIDE).

    W pełni naturalne produkty marki Biały Jeleń - tylko 3.

    Szkoda, że jego nazwa i opakowanie jest mylące :(

    Zobaczcie sami skład na stronie producenta: http://www.pollena.com.pl/mydla-twarde/hipoalergiczne-mydlo-naturalne-bialy-jelen-z-otrebami-pszennymi.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to sama dałam się nabrać. Nie pozostaje mi nic innego jak w najbliższym czasie napisać post prostujący sprawę. Pawle, dziękuję za informację. Wyprowadziłeś z błędu mnie i moich czytelników. Wkrótce napiszę sprostowanie.

      Usuń
  4. Zapraszamy na pierwsze stoisko firmowe z kosmetykami Biały Jeleń w Krakowie.
    Znajdziecie nas obok salonu Play i Rossmanna w Centrum Handlowym Czyżyny.

    Zapraszamy :)

    OdpowiedzUsuń