10 stycznia 2015

Dlaczego nie warto ćwiczyć?

W związku z nadejściem Nowego Roku zdecydowana większość po raz kolejny zaczęła realizować swoje postanowienie dotyczące pracy nad własną sylwetką. W tym celu zakupiliście (albo zakupiliśmy ;) ) banany, jabłka i kiwi by każdego ranka móc sobie przygotowywać przepyszne smoothie i zaczęliście gotować na parze. Z wielkim entuzjazmem, który każdego dnia słabnie. Kolejnym krokiem było kupienie karnetu w klubie fitness.






No więc (nie zaczyna się zdanie od "no więc"!) wybraliście interesujące Was zajęcia, byliście przynajmniej na dwóch treningach podczas których okupowaliście cały czas bieżnię (w przypadku siłowni) lub czailiście się po kątach sali treningowej (w przypadku zumby, bpu itp.), a przed tym wszystkim zakupiliście sportowe buty, koszulkę odprowadzającą wilgoć i spodnie z oddychającego materiału, nie pomijając skarpetek wartych o wiele więcej niż wszystkie moje koszulki treningowe z Lidla? Pomyśleliście również o ręczniku z mikrofibry (zajmuje mało miejsca w torbie i szybciej wchłania wilgoć)? To super! Ale pewnie część z Was zastanawia się czy wytrwać w swoim postanowieniu. W tym poście zdradzę Wam dlaczego nie warto ćwiczyć ani prowadzić zdrowego trybu życia.



  • Po pierwsze: bardzo prawdopodobne, że nie schudniesz ćwicząc. Ja jestem tego najlepszym przykładem. Mam szczupłą budowę ciała i odkąd pamiętam problem z przybraniem na wadze. Na siłownię zaczęłam chodzić w czerwcu 2014 roku, pod koniec roku miałam krótką przerwę spowodowaną infekcjami dróg oddechowych które zawsze dopadają mnie w okresie jesienno-zimowym i w końcu przerodziły się w silną anginę którą długo leczyłam. Powikłania też leczyłam. Ale mniejsza o moje gardło i migdały - rozpoczynając na poważnie swoją przygodę z siłownią ważyłam ok. 50 kg. Po dwóch miesiącach już 55. Dziś ważę 57 kg. Być może moja talia straciła trochę na obwodzie (choć za bardzo nie miała z czego tracić. Tak, wiem... marzenie wielu, dla mnie problem), ale za to w biodrach mam 93 cm. (W czerwcu 2014 miałam 85). Na siłowni jestem 3 razy w tygodniu. Jeśli Twoim marzeniem jest schudnąć - dobrze się zastanów, bo może zdarzyć się tak, że podzielisz mój los. A tak poważniej - żeby schudnąć, to po treningu trzeba zrobić minimum 45 minut cardio. Bez obijania się. Ja robię maks. 10 minut albo wcale, bo chudnąć nie chcę. I wielokrotnie słyszę pytanie "To po co ćwiczysz?".
  • Po drugie: możesz stracić szansę na spotkanie miłości swojego życia. Wyobraź sobie taką sytuację: kupujesz nowy telewizor. Potrzebujesz wnieść go na górę, do swojego mieszkania. Jeśli jesteś fit to niestety możesz zrobić to sama. A gdybyś nie miała siły to mogłabyś poprosić o pomoc przechodzącego obok przystojniaka i kto wie, może miłość by zakwitła mimo tego, że jest jeszcze zima? A pomyślałaś jeszcze o tym, co się może stać jeśli będziesz bardziej wysportowana niż Twój chłopak? Który facet zniesie myśl, że jego dziewczyna jest w lepszej formie niż on? (Czyżbym w tym punkcie odpowiedziała sobie na pytanie o to, dlaczego moi byli mężczyźni są dziś tylko byłymi?! Chociaż.... może to tylko przypadek, że oni wyglądają jakby ważyli przynajmniej po 90 kg, a ja ważę tylko 57. Przypadkiem pewnie też jest to, że ja uprawiam sport a oni nie, oni wpieprzają kebaby a ja warzywa. Może tak być, że to tylko przypadek... Przypadki zdarzają się bardzo często. Przypadki jak wypadki - chodzą po ludziach. Ale koniec o byłych - jeszcze się zdenerwują na mnie, a w najlepszym wypadku zaczną śmiać. A to podobno spala kalorie, czego im nie życzę :P )
  • Po trzecie: może lepiej mieć kaca zamiast zakwasów? Pomyśl ile drinków mogłabyś wypić na imprezie gdyby nie ten karnet. Następnego dnia miałabyś kaca, ale bolałaby Cię tylko głowa. Po treningu będziesz mieć zakwasy, a to ból całego ciała. Żaden ból do przyjemnych doznań nie należy, ale wybór należy do Ciebie jak najbardziej!
  • Po czwarte: przynajmniej dalej będziesz mogła narzekać na swoją sylwetkę. A my Polacy lubimy narzekać!
  • Po piąte: gdy ćwiczysz nie masz czasu na przeglądanie zdjęć super modelek i marudzenie "jakie to niesprawiedliwie, że ona ma taką figurę". 
  • Po szóste: regularne uprawianie sportu uszczęśliwia. Wróć proszę do punktu czwartego - chcesz być szczęśliwa i nie mieć powodów do narzekań? To o czym będziesz rozmawiać z ludźmi, skoro 3/4 z nich narzeka?
  • Po siódme: stracisz część znajomych. Ktoś kiedyś powiedział, że proporcjonalnie do tego jak poszerzają się Twoje pasje, zawęża się Twoje grono znajomych. Czy nie przeraża Cię świadomość, że niektórzy znajomi mogą wziąć Cię za laskę która ześwirowała lub pić bez Ciebie podczas gdy Ty będziesz biegać? Oczywiście dobrze wiesz, że prawdziwi przyjaciele i tak pozostaną, ale po co ryzykować utratę reszty znajomych którzy nie zrozumieją Twojej pasji? Wróć na chwilę do punktu szóstego i odpowiedz sobie (tylko szczerze) na pytanie: Czy moi znajomi narzekają? Jeśli tak, to absolutnie nie możesz pokazać im że jesteś szczęśliwa tak po prostu! Idź lepiej do Biedronki po Colę i popcorn, zaproś wszystkich do domu i zróbcie ucztę podczas której będziecie narzekać. Nie wzmacniaj mięśni ani odporności, wzmacniaj relacje!

Mam nadzieję, że moje argumenty przemówiły Ci do rozsądku i Twój dylemat dotyczący kontynuowania aktywności fizycznej choć częściowo został rozwiązany.

14 komentarzy:

  1. Beznadziejny post. Namawiasz ludzi do tego, żeby się nie ruszali... Czyli wszyscy mają jeść i tyć, tak? Żałosne. KAŻDY RUCH jest dobry i pozytywnie wpływa na zdrowie. Trzeba ćwiczyć, chodzić na spacery. Ale skoro wolisz zamulać przed telewizorem to Twoja sprawa :) Mogłabym się tutaj bardzo długo rozpisać, ale szkoda czasu :)

    http://sapphireblog1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj w Internecie co oznaczają takie słowa jak "ironia" czy "sarkazm" a następnie przeczytaj uważnie ten post. Zakładam, że nawet nie przeczytałaś go do końca, ba, nawet nie doszłaś do punktu pierwszego - bo gdybyś przeczytała, to wiedziałabyś, że "Na siłownię zaczęłam chodzić w czerwcu 2014 roku" oraz że "Na siłowni jestem 3 razy w tygodniu". A gdybyś to wiedziała, to nie przyszłoby Ci do głowy napisać, że wolę zamulać przed telewizorem ;) Najważniejsze jednak, że znalazłaś czas na zamieszczenie komentarza z linkiem do swojego bloga, nie znajdując czasu na przeczytanie ze zrozumieniem tego co komentujesz ;)

      Usuń
  2. Cóż poradzić Iza, że niektórzy nie wyłapują ironicznego i sarkastycznego zabarwienia czytanego tekstu.... Bądź co bądź wymaga to dużej dozy inteligencji ;)

    Mnie się tekst podobał :D Muszę się coś wziąć za siebie w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiąc już poważniej - ja miałam problem żeby zacząć. Ale podobno jak coś się robi przez minimum 21 dni to w końcu staje się to nawykiem ;) Rzeczywiście - najgorsze pierwsze trzy tygodnie pilnowania się, potem już z górki ;)

      Usuń
  3. uważam, że tekst nie na miejscu, zwłaszcza dla osób, którym brak motywacji, żeby schudnąć. Oczywiście napisany z przymrużeniem oka, tak go odebrałam, ale w miarę czytania wiem już że tego bloga nie chce mi się czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi się wydaje, że osoby którym brak motywacji zrozumieją ironię i łudzę się, że może zaczną ćwiczyć. Jeśli komuś brak motywacji i po przeczytaniu mojego tekstu pomyślał sobie: "Nie, nie będę ćwiczyć, bo przytyję 7 kg tak jak ona albo nie będę mieć o czym rozmawiać z ludźmi" to gratuluję temu komuś zdolności myślenia. ;)

      Usuń
  4. A mi się bardzo spodobał Twój styl pisania:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, to od jutra przestaję ćwiczyć ! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie regularne uprawianie sportu nie uszczęśliwiło, a wręcz odwrotnie. Nie będę jednak narzekać, w tym roku biorę się za siebie czyli od badań a potem ćwiczenia. Teraz uszczęśliwią i to pewnie głównie siłowe. A co do nich wagi nie zmniejszają, ale centymetry juz tak jeżeli ma się ich w nadmiarze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie właśnie uszczęśliwia, ale tak w pełni to odkąd chodzę na siłownię ;) Szczególnie, że zawsze chciałam przytyć no i mam dziś te 57 kg ;) A chciałabym jeszcze trochę więcej ;)

      Usuń
  7. Moim zdaniem ten tekst jest świetny ;) Ironiczny, ale nie obraźliwy, a to się ceni. A urażonymi komentarzami piętnastolatki... No cóż, przejmować się nie trzeba, pojmowanie świata jest troszkę inne jak osoby dorosłej ;)

    Obserwuję Cię, ponieważ bardzo fajnie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń