28 grudnia 2014

Za co lubię zimę?

Przedwczoraj, już od samego rana, wielu moich znajomych informowało cały świat poprzez Facebooka i Twittera o tym, że.... spadł śnieg! Niektórzy dołączyli nawet zdjęcia dowodowe, a mi wydało się to tak niesamowite, że w grudniu jest śnieg (tak, to z roku na rok staje się coraz rzadsze, wręcz egzotyczne), że aż wyskoczyłam z łóżka, podniosłam rolety i rzeczywiście... ujrzałam śnieg. Śnieg w grudniu a nie w kwietniu.
Ponieważ w dzieciństwie wyjeździłam się na sankach, plastikowych jabłkach, reklamówkach, workach z sianem czy workach po nawozie a w dorosłym życiu nie zdecydowałam się na jazdę na nartach czy na snowboardzie, to na dzień dzisiejszy śnieg nie jest mi specjalnie potrzebny do szczęścia. I odpowiadając na pytanie z tytułu - Za co lubię zimę? Odpowiadam - właściwie to za nic.




Urodziłam się w środku lata, jestem więc typem wyjątkowo ciepłolubnym. Moimi miesiącami są zdecydowanie te cieplejsze, a sama najchętniej zamieszkałabym na południu Włoch, Hiszpanii czy nawet na jakiejś wyspie u wybrzeża Wenezueli. Otaczałabym się przynajmniej ludźmi szczęśliwymi bez konkretnego powodu i byłoby mi zawsze ciepło.


Zimę lubię jedynie na obrazku lub obserwowaną zza okna. Zza okna, gdy ja w tym czasie siedzę owinięta kocem i piję grzane wino lub czekoladę na gorąco. Śnieg od wielu lat uznaję jedynie jako element wizualny który powinien towarzyszyć świętom, po których natychmiast powinien stopnieć, dzięki czemu drogi byłyby bardziej przejezdne a buty mniej narażone na kontakt z niszcząca je solą.


Zdecydowanie - dziś chciałabym wylegiwać się na jakiejś plaży. Naprawdę marzę o takiej zimie - podczas gdy wiele osób cieszy się śniegiem, to ja w tym czasie pakuję walizkę i uciekam w ciepłe kraje gdzie ładuję akumulatory do odwołania. Do odwołania zimy, rzecz jasna ;)

Może to jest jednak plus zimy? Że pozwala mi się bardziej rozmarzyć, a jak pisałam w poprzednim poście - z marzeń nie należy rezygnować bo nigdy nie wiemy, kiedy okażą się nam potrzebne ;)

7 komentarzy:

  1. A ja jednak wolę zimę, dopóki nie ma dwudziestostopniowych mrozów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dwudziestostopniowe mrozy lubię, ale gdy jestem pod kocem z dobrą książką, kotem i gorącą czekoladą :)

      zapraszam
      http://followthefashion-blog.blogspot.com/

      Usuń
    2. Póki jestem pod kocem i nie muszę wychodzić na zewnątrz - może być nawet i trzydzieści na minusie ;)

      Usuń
  2. Ja także urodziłam się w lecie, jednak zimę lubię. W czasie zimy przynajmniej mam usprawiedliwienie dla swojego ciągłego siedzenia w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też często wykorzystuję zimno panujące na zewnątrz jako usprawiedliwianie (nawet przed samą sobą) dla leniuchowania pod kocem ;)

      Usuń
  3. Zapraszamy do dodania bloga w serwisie
    zBLOGowani! Mamy już ponad 4800 blogów z 22 kategorii.

    Należy założyć konto jako bloger i w 2 krokach dodać bloga do serwisu. Nasz robot sam pobiera aktualne wpisy i prezentuje je tysiącom użytkowników którzy codziennie korzystają ze zBLOGowanych. Dla blogera to korzyść w postaci nowych czytelników i większego
    ruchu na blogu. Zapraszamy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja co prawda kocham jesień, ale zimę też bardzo lubię zwłaszcza taką mroźną i śnieżną ;)

    OdpowiedzUsuń