26 grudnia 2014

Przepis na szczęście - Bądź wola moja

Rok temu, mniej więcej o tej porze obiecywałam sobie, że kolejny rok będzie dla mnie lepszy. Słowa dotrzymałam i dziś widzę ogromną różnicę między mną w 2013 a mną w 2014. I wcale nie chodzi o pierwszą rzucającą się w oczy różnicę jaką jest zmieniony kolor włosów.

Zdecydowanie najlepszy rok od paru lat! Ale i tak 2015 będzie lepszy A potem z roku na rok coraz ciekawiej - tak napisałam na Facebooku, bo tak jest i..... tak będzie.





Rok 2013 nie był dla mnie zbyt dobry, mogłabym rzec, że był on jednym z najgorszych. Z przyjemnością pożegnałam go na Placu Wacława w Pradze. W tym samym miejscu - tak jak sobie obiecałam - rozpoczęło się coś nowego. Nowy Rok i na swój sposób nowe życie.
Od razu mówię, że samo nie przyszło. To byłoby zbyt piękne i zbyt bajeczne, gdyby los sam podarował mi zmiany tylko dlatego, że sobie tego zażyczyłam. Wiele się zmieniło, bo wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam inaczej patrzeć na świat. Postawiłam sobie zadanie - w każdej negatywnej sprawie znaleźć jakiś pozytyw.

Oczywiście nie przyszło mi to łatwo, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pomocne w tym wszystkim okazały się dwie książki: "Potęga podświadomości" oraz "W dżungli podświadomości", przeczytane co prawda w 2013 roku, jednak realizacja tego wszystkiego rozpoczęła się w 2014.

Zdecydowanie w większości przypadków to my decydujemy o tym, co nas spotka. To my decydujemy o tym jak traktują nas inni (pozwalając lub nie pozwalając im na coś), to my decydujemy o tym czy nasze życie jest piękne czy nie (w zależności od tego jak na nie spoglądamy), to my decydujemy o wielu rzeczach.

Na początku grudnia, w poście "12 wniosków po 12 miesiącach" wspominałam o najważniejszych rzeczach jakie uświadomił mi mijający rok oraz o tym, że w 2014 całkiem fanie poukładały mi się sprawy zawodowe. A dlaczego nagle coś się zmieniło? Bo ja o tym zadecydowałam. W styczniu zrezygnowałam z pracy która nie dawała mi żadnej satysfakcji, wręcz przeciwnie - działała na mnie destrukcyjnie, na dodatek była za śmieszne pieniądze i na śmiesznych warunkach. Atmosfera w tamtej firmie była nieprzyjemna, a osoby nienależące do najbliższego otoczenia szefowej były traktowane jak przedmioty gorszej kategorii. Przez kilka miesięcy 2013 roku przejmowałam się tym, że ukończyłam dwa kierunki studiów a przyszło mi pracować na zleceniu odnawialnym co miesiąc, za śmieszne pieniądze z których prawie połowa szła na bilety, wysłuchiwać obraźliwych komentarzy kogoś kto uważa się za lepszego ode mnie tylko dlatego że ma firmę, tłumaczyć się z każdego kroczku i odebrania prywatnego telefonu oraz żebrać o wolny dzień udowadniając że naprawdę potrzebuję i przekonując że naprawdę mi się należy, będąc przy tym rozliczaną z każdej minuty. Tak było w 2013. A w 2014? W 2014 byłam świadoma tego, że nie po to tyle czasu poświęciłam swojemu wykształceniu by pracować w takich warunkach i być tak traktowaną. Sprawa nabrała dla mnie oczywistego obrazu - nie godzę się na takie coś, więc staję na rzęsach by to zmienić. Odważyłam się i los mi na tyle sprzyjał, że najpierw padła jedna propozycja, a później druga. Niewątpliwie była w tym odrobina szczęścia, ale gdybym się nie odważyła na zmianę, to mechanizm być może nie zostałby uruchomiony. Czasem trzeba poczekać trochę dłużej, ale w końcu zmiana na lepsze następuje i tego zamierzam się trzymać.


Mówi się, że szczęściu trzeba czasem pomóc. A najlepiej pomóc poprzez działanie. Zaczęłam robić różne rzeczy na które przychodziła mi ochota nie czekając na inny odpowiedni moment. Być może w podejmowaniu takich a nie innych decyzji pomogła mi moja dolegliwość, o której już kiedyś pisałam. Świadomość tego, że gdyby nie nafaszerowanie zastrzykami w samą porę, to mogło się odfrunąć na tamten świat to naprawdę bardzo silny kopniak w cztery litery. Gdyby to spotkało mnie w 2013 roku, zapewne bardzo poważnie bym się załamała. Natomiast w 2014 stwierdziłam, że... to co mnie spotkało jest nawet dobre, bo pomogło mi zrozumieć wiele rzeczy. Podobno człowiek ma dwa życia i to drugie zaczyna się wtedy, gdy uświadomimy sobie, że życie jest tylko jedno. Ja już żyję tym drugim życiem :) I to jest jeden z warunków szczęścia.


Oczywiście ten rok nie byłby tak wspaniały bez towarzyszących mi ludzi - czy to wieloletnich znajomych/ przyjaciół, z którymi wciąż mam kontakt (i mam nadzieję, że zostaną w moim życiu jak najdłużej, a najlepiej już do końca) czy niektórych nowo poznanych osób, które też coś wniosły do mojego życia.


Mój przepis na szczęście:
  • Uświadom sobie, że nie zawsze będziesz mieć do dyspozycji jutro. Często odkładamy w nieskończoność różne plany powtarzając, że przecież mamy na to wszystko czas. Otóż pora sobie jak najszybciej uświadomić, że wcale nie mamy czasu. Nikomu źle nie życzę, ale wypadki się zdarzają
  • Nie rezygnuj z marzeń. Nigdy nie wiesz, kiedy okażą się potrzebne. I jak już zdecydujesz, że nie rezygnujesz z marzeń, to zamień je na plany. Plany do realizacji, rzecz jasna. (Oczywiście na miarę swoich możliwości finansowych. Jeśli nie stać Cię na podróż w kosmos to lepiej odpuść, albo zacznij układać plan napadu na bank, tylko to trochę ryzykowne :P) 
  • W każdej sytuacji - nawet tej negatywnej - za wszelką cenę szukaj pozytywnej strony. Twoja praca nie daje Ci satysfakcji? To zastanów się jaka powinna być, by była idealną i co możesz zrobić by się zbliżyć do tego ideału. Kolejny związek się rozpadł? Zastanów się czego oczekujesz od związku i zwracaj na to w przyszłości uwagę. Dostaniesz wstrząsu anafilaktycznego i Cię odratują? Ciesz się i realizuj swoje pragnienia na wypadek, gdyby przy kolejnym takim wstrząsie już Cię nie odratowali. Kto wie.... może dzięki temu tak weźmiesz się za realizację swoich planów, że w ciągu miesiąca zrobisz więcej niż ktoś przez rok? ;)
  • Wszystkich wysłuchaj, zrób swoje. (Ale staraj się nie zrobić przy tym nikomu żadnej przykrości czy krzywdy)
  • Otaczaj się ludźmi, którym ufasz, którzy Cię wspierają i nie przeszkadzają Ci w dążeniu do celu. Tacy ludzie to skarb, który z roku na rok nabiera na wartości ;)
  • Jeśli w Twoim życiu są obecne osoby, które nie rozumieją Twoich marzeń/ planów/ potrzeb, działają na Ciebie w pewien sposób destrukcyjnie, podcinają Ci skrzydła, mają wobec Ciebie oczekiwania, których nie masz ochoty spełniać - pozbądź się ich. Na początku może być ciężko, ale później poczujesz taką ulgę i taki błogostan, że.... musisz wierzyć mi na słowo, bo tego nie da się opisać
  • Przestań przejmować się opinią innych. Później możesz żałować, że opinia innych była dla Ciebie ważniejsza niż Twoje pragnienia
  • Jeśli dana sytuacja nie spełnia Twoich oczekiwań - zastanów się czego tak naprawdę Ci potrzeba. I opracuj sobie plan dążenia do tego. Nie tkwij w czymś co Cię męczy, to bez sensu. Ale też nie płacz, że czegoś nie masz, tylko staraj się o to 
  • Jeśli plan A nie wypali, a B zacznie zawodzić to pamiętaj, że w alfabecie masz jeszcze wiele liter. Naprawdę. Jak mi nie wierzysz, to sprawdź w google
  • Powtarzaj: Bądź wola moja! Bo chyba chcesz, żeby wszystko układało się po Twojej myśli? (Przypominam jednak, by w działaniach na swoją korzyść nie robić krzywdy innym ;) )

8 komentarzy:

  1. Dobrze, że w tym roku udało ci się tyle zrobić :)

    pozdrawiam
    http://edzia-photoamator.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej jestem dumna ze zmian jakie zaszły na gruncie zawodowym ;)

      Usuń
  2. Super post !


    http://modolivem.blogspot.com/2014/12/magical-scents-yankee-candle-wyniki.html

    OdpowiedzUsuń
  3. I bardzo dobrze, że postanowiłaś coś zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu życzę, by postępował podobnie ;) Bo po swoim przykładzie widzę, że warto podejmować działania prowadzące do jakichś zmian.

      Usuń