21 października 2014

Higiena i błotniki to fajna sprawa, czyli o ludziach którzy mnie irytują


Wiele razy przechodziłam przez to w poprzedniej pracy, czasami muszę się z tym mierzyć również w obecnej  - przyjmowanie ludzi, których najchętniej wyrzuciłabym za drzwi i kazała wrócić gdy umyją zęby albo chociaż zakupią gumy do żucia. W nagłej sytuacji mogę przystać na to by zakryli usta chusteczką.



Co jakiś czas, w różnych sprawach, przychodzą do mnie osoby, których brak higieny jest dla mnie niezwykle irytujący, bo o ile jest to ich prywatną sprawą, o tyle jej skutki są społeczne.

Rzadko zdarza się ogólny brak higieny, częściej są to zaniedbania higieny jamy ustnej. Często tacy ludzie biorą mnie za osobę niedosłyszącą (może na taką wyglądam?) bo muszą się nachylić nade mną i mówić głośno żebym na pewno ich usłyszała. A powietrze wydychają z taką siłą, jakby chcieli zrobić im sztuczne oddychanie, ale na szczęście przez bluetooth.  Dbają też o to bym dobrze ich zrozumiała, bo niezwykle szeroko otwierają usta. Niektórym daję do zrozumienia że coś jest nie tak odsuwając się od nich, jednak oni jak na złość chyba sobie myślą, że tym sposobem robię im więcej miejsca, by mogli się poczuć bardziej swobodnie. Są też tacy ludzie, którzy najwyraźniej nie chcą ze mną rozmawiać i za bardziej kompetentnego i usłuchanego partnera mają moją kanapkę, kawę lub herbatę nad którą muszą się pochylić. Często po wyjściu takich osób czuję potrzebę odejścia od biurka, bo ewidentnie brakuje mi powietrza które nie byłoby zanieczyszczone wydechami.

Gdyby to działo się jedynie co jakiś czas w pracy byłabym szczęśliwa. Niestety do takich nawozowych zraszaczy mam szczęście również w autobusie. Lubią sobie do mnie pogadać o każdej zobaczonej przez okno głupocie, niezależnie czy to plakat wyborczy który muszą skomentować, czy nazwa salonu kosmetycznego. Ale muszą się mocno nachylić nade mną do tego stopnia, że zaczynam się też obawiać czy za chwilę mój nos nie zostanie odgryziony.

Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do prawienia takich uwag, bo ani śnieżnobiałego uśmiechu jak z reklamy pasty do zębów nie mam, poza tym chyba stan mojego uzębienia nie jest idealny skoro od sierpnia chodzę do dentysty z jednym i tym samym zębem w którego przy każdej wizycie ładowane są nowe lekarstwa. Jednak nic nie irytuje mnie tak jak śmierdząca gęba. Mamy XXI wiek, więc nie rozumiem jak komuś może śmierdzieć z ust. Istnieją pasty do zębów, płyny do płukania jamy ustnej i gumy do żucia. Uraczenia kogoś resztkami obiadu też można uniknąć dzięki nici dentystycznej i/ lub wykałaczkom. Ale cóż.... najwyraźniej muszą istnieć osoby, które z tej wiedzy nie skorzystają, żebym ja mogła się irytować.

2 komentarze:

  1. Znam ten bol... ktos przechodzi obok ciebie w pracy albo w metrze stoi nad toba rozmawia przez telefon wydobywajac ze swoja buzi ten ''swiezy'' oddech,a ty nie masz jak wstac ani gdzie indziej miejsca poszukac bo wszystko zajete i scisk wielki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami w chłodniejsze dni bywam chamska i podciągam sobie golf albo szalik na nos jak ktoś mi dmucha w twarz :D

      Usuń