31 października 2014

Ewolucja Święta Zmarłych

Zacznę od tego, że groby odwiedzam kilka razy w roku niezależnie od kalendarza, a 1.11. chodzę na cmentarz jedynie dodatkowo i tylko dlatego, by nie robić przykrości mojej rodzinie. Po prostu żyję w przekonaniu, że Wszystkich Świętych jest jak Walentynki - sztuczne święto, którego być nie powinno. Bo pamięć jest ważna każdego dnia, niezależnie od dat narzuconych przez kalendarz. Jednak dla mojej rodziny 1.11 to ważny dzień, w który niezwykle się wczuwają. Ja o wiele bardziej wczuwam się gdy np. odwiedzam grób mojego dziadka każdego innego dnia w roku. W Dzień Zmarłych nic specjalnego nie czuję. Idąc na cmentarz w maju czy sierpniu wiem, że przyszłam tam z własnej woli. Wybierając się na groby 1.11 mam świadomość, że robię to bo tak wypada. Bo kartka z kalendarza tak naprawdę nic dla mnie nie znaczy. Za to wiele znaczą dla mnie osoby bliskie, które odeszły. O których pamiętam każdego dnia. 

                                             cmentarz w Miechowie [zdjęcie ze strony geocaching.pl]

Gdyby ktoś zapytał mnie z czym kojarzy mi się Wszystkich Świętych, odpowiedziałabym że z obiadem u wujka.
To moje wspomnienie sprzed lat. Jakoś wyjątkowo zapadły mi w pamięć wizyty na cmentarzu w rodzinnych stronach mojej babci. Zawsze po odwiedzeniu grobów jechaliśmy na obiad do jej brata. I czasem na miejscu okazywało się, że nie jesteśmy jedynymi gośćmi. Dlatego Wszystkich Świętych zawsze będzie mi się kojarzyć z jedną wielką imprezą rodzinną. Natomiast cmentarz w Miechowie mimo wszystko wzbudzał we mnie pozytywne emocje. Naprawdę nie wiem co to miejsce w sobie ma, że na swój sposób je podziwiam. Ale Wszystkich Świętych to nie tylko wspomnienie obiadów u wujostwa oraz zastanawianie się nad sekretem uroków miechowskiego cmentarza. 



Ponieważ mamy groby w wielu miejscowościach, z roku na rok mam wiele okazji do napatrzenia się na ewolucję Wszystkich Świętych. Kilka lat temu przeżyłam ogromny szok w Sosnowcu gdy to przy cmentarzu zobaczyłam stoiska z obwarzankami i preclami jak na odpuście. Tego samego dnia odwiedziłam cmentarz w Czeladzi, gdzie przy bramie zachęcano mnie do zakupu popcornu lub waty cukrowej. Szkoda że nie mieli ciasteczek w kształcie trupich czaszek, może bym się skusiła. Albo pamiątkowych breloczków w kształcie kościotrupa z wygrawerowaną datą. Natomiast przy jednym z jaworznickich cmentarzy swoje stoiska rozbijają Świadkowie Jehowy. Osobom znudzonym i zirytowanym jak ja chętnie służą jakąś gazetką. No i oczywiście nauką i jakąś dobrą nowiną. Jednak bardziej przeraża mnie inny listopadowy biznes - znicze. Podobają mi się tylko i wyłącznie małe, proste, klasyczne znicze. W moim odczuciu tylko one symbolizują pamięć. Wszelkie znicze w kształcie choinek, znicze z pozytywką, znicze w jakimkolwiek kształcie z jakimikolwiek naklejkami są dla mnie czymś niezwykle żałosnym i śmiesznym. Bo ile w tym wszystkim szczerej pamięci o drugiej osobie, a ile chęci zrobienia cmentarnego show? Mówi się, że najprościej wzbogacić się na ludzkim nieszczęściu. Tylko ludzkie nieszczęście (czy tam zaduma, smutek, refleksja - jak zwał, tak zwał) powoli przeradza się w tandetną popisówkę. I to właśnie poprzez te cmentarne gadżety na których inni robią biznes. 



Zastanawia mnie jaki będzie dalszy kierunek tej ewolucji. Nakręcane znicze w kształcie żuczków które spacerują po grobie? A może lalki Barbie stanowiące podobiznę zmarłego z otworem w głowie do wsadzenia świeczki? Strach się bać. Moja wyobraźnia podsuwa mi teraz takie obrazy, że aż wstyd, bo jednak to poważne święto. A ja przed oczami mam już tańczące i grające znicze i trumny z Hello Kitty. To chyba sygnał, że pora przestać rozwodzić się nad tematem. Aaaa.... i jeszcze coś... po śmierci chciałabym zostać skremowana. Wolę żeby urna z moimi prochami była wsadzona w jakąś ścianę, na której jest miejsce na jedną świeczkę, niż żeby dzieci i wnuki - jeśli będę je mieć - przerabiały mi rok w rok grób na coś w stylu odpustowego stoiska. 

4 komentarze:

  1. Bardzo fajnie ujęłaś ten temat. Ja też myślę że to popisówa która dla zmarłych nie ma żadnego znaczenia w końcu są oni juz w lepszym świecie. Szkoda że kościół tak to nakręca. No i przemysł zniczy korzysta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kościół nakręca też temat tradycyjnego pochówku. Wprawdzie kremacji już oficjalnie nie neguje, ale jednak przekonuje, że z wielu względów lepszy jest pogrzeb tradycyjny niż kremacja. Zapewne również chodzi tu o napędzanie biznesu, ponieważ wszyscy ze wszystkimi są w pewien sposób powiązani. Kilka przykładów strat w tym biznesie - 1) miejsce w krypcie będzie tańsze niż grobowiec, a więc cmentarze będą stratne 2) padnie przemysł ze zniczami i wieńcami - ludzie nie będą tak tego kupować, bo nie będą mieli gdzie tego dać w przypadku krypty skremowanego. No a grobowiec można do woli obkładać zniczami i kwiatami 3) urny są tańsze niż trumny - strata dla zakładów pogrzebowych.

      Co do nakręcania święta, to u nas na cmentarzu przy okazji mszy były robione 3 zbiórki na różne cele, dodatkowo księża mieli swoje stoiska przy bramie cmentarnej. Stoiska widziałam będąc na cmentarzu rano, o zbiórkach opowiadała mi rodzina która poszła na mszę na cmentarzu.

      Usuń
  2. Dobry temat. Ja mieszkajac w Polsce odwiedzalam moich bliskich na cmentarzach czesto i nie tylko w dniu 1.11 czy 2.11 i zgadzam sie z tym ze te dni to bardziej jest cos w stylu wybieg cmentrany i show kto jak przychodzi najlepiej ubrany i kto ma najlepsze siweczki i kwiaty na grobie... Liczy sie pamiec i wiele osob o tym zapomina juz. Tez wole zostac skremowana i zajmowac malo miejsca i zeby co roku nikt sie nie fatygowal specjalnie ze trzeba ''moje miejsce'' posprzatac,.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia mojej koleżanki zdecydowała się na kremację. Wszystkie osoby które były na pogrzebie mówiły, że o wiele łatwiej znosi się pogrzeb bliskiej osoby, która została skremowana, ponieważ - jak to miało miejsce na pogrzebie dziadka tej samej koleżanki - trumna bardzo mocno przypomina tego człowieka i trudniej ogarnąć jego odejście. Coś w tym jest.

      Usuń